Rafał Brzoska, prezes InPostu, opublikował w serwisie X propozycję, by pacjenci, którzy nie stawiają się na umówionych wizytach lekarskich w ramach NFZ i nie informują o tym placówki, ponosili za to konsekwencje finansowe. W jego ocenie taka forma dyscyplinowania pacjentów mogłaby znacznie ograniczyć zjawisko marnowania terminów. Chodzi o sytuacje, w których „minimalna opłata karna za nieodwołanie wizyty” stanowiłaby motywator do odpowiedzialnego korzystania z publicznej służby zdrowia.
Jego pomysł zyskał szeroki odzew. W internetowej ankiecie wzięło udział kilkanaście tysięcy internautów, z czego aż 80 procent poparło wprowadzenie opłat za nieodwołane wizyty. Wynik ten zaskoczył nawet samego autora propozycji.
Ile mogłaby wynosić kara?
Z danych zaprezentowanych przez Brzoskę wynika, że społeczeństwo ma zróżnicowane oczekiwania co do wysokości ewentualnych opłat. Wśród propozycji znalazły się: kwota do 25 zł (poparcie 31,7 proc.), przedział 26–50 zł (28,5 proc.), od 51 do 75 zł (15 proc.), a także pełna odpłatność za niezrealizowaną wizytę – ten wariant poparło 24,8 proc. uczestników badania. Brzoska zaznaczył również, że osoby starsze – powyżej 65. roku życia – oraz pacjenci niepełnosprawni powinny być zwolnione z tych opłat.
Miliony utraconych terminów
Pomysł nie wziął się znikąd. Jak wynika z danych NFZ, tylko w 2023 roku nieodwołanych zostało 1 358 537 terminów – w tym wizyt, badań i zabiegów. To liczba obrazująca ogromny koszt i skalę marnotrawstwa w systemie zdrowia. Każdy z tych terminów mógł zostać wykorzystany przez inną osobę, czekającą często miesiącami na potrzebne świadczenie.
Jak to wygląda za granicą?
Rozwiązania proponowane przez Brzoskę funkcjonują już w różnych krajach europejskich. W Szwecji i Norwegii obowiązują opłaty za niepojawienie się na wizycie bez wcześniejszego odwołania. Włochy również przewidują kary finansowe w wysokości od 30 do 45 euro w przypadku odpłatnych świadczeń, jednak pacjent może w takiej sytuacji usprawiedliwić swoją nieobecność. W Rumunii przyjęto inny mechanizm – osoba, która nie stawi się na wizycie, czasowo traci prawo do korzystania z publicznych usług medycznych.
Głosy poparcia i sprzeciwu
Wprowadzenie finansowych sankcji nie wszystkim się podoba. Fundacja Alivia zwróciła uwagę, że system ochrony zdrowia sam generuje problemy z odwoływaniem wizyt – między innymi przez brak możliwości dodzwonienia się do przychodni. Jak podkreśliła Dorota Korycińska, prezeska Federacji Onkologicznej: „Nie można winić pacjenta za to, że się nie dodzwonił”.
Krytycy pomysłu obawiają się też, że nowy system może uderzyć w osoby starsze i wykluczone cyfrowo – czyli takie, które i tak mają największe trudności z uzyskaniem pomocy.
Nowoczesne narzędzia Ministerstwa Zdrowia
Ministerstwo Zdrowia już rozpoczęło działania mające na celu ograniczenie liczby nieodwołanych wizyt. W ramach pilotażu wprowadzono Centralną e-Rejestrację, która umożliwia pacjentom zapis, zmianę oraz anulowanie terminu wizyty przez Internetowe Konto Pacjenta. Obecnie projekt obejmuje m.in. poradnie kardiologiczne, badania mammograficzne i cytologiczne. W kolejnych etapach planowane jest rozszerzenie zakresu usług oraz możliwość rejestracji do szpitali.
Placówki, które dołączą do programu, otrzymują dodatkowe fundusze na integrację systemów informatycznych z platformą e-Rejestracji.
Komentarze (0)