reklama

Papa Dance kontra gminna dyrektorka. Co wydarzyło się w garderobie podczas dożynek?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Papa Dance kontra gminna dyrektorka. Co wydarzyło się w garderobie podczas dożynek? - Zdjęcie główne
Autor: Gmina Bełchatów/Archiwum

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WydarzeniaTegoroczne święto dożynkowe w gminie Bełchatów ma słodko-gorzki smak. Mieszkańcy dostali wspaniałe koncerty i dobrą zabawę, jednak za kulisami rysuje się obraz, który budzi mieszane uczucia. Występ zespołu Papa Dance podczas gminnej imprezy zakończył się konfliktem z dyrektor GOK-u. Muzycy mówią o awanturze oraz obraźliwych wyzwiskach. Wszystkiemu zaprzecza druga strona, która wskazuje na "polityczne drugie dno" całej sprawy. Co tak naprawdę wydarzyło się podczas dożynkowej imprezy i kto w tym sporze mówi prawdę?
reklama

Z całą pewnością nie o takie emocje związane z tegorocznymi dożynkami w Domiechowicach chodziło organizatorom i władzom gminy. Jedną z gwiazd imprezy była grupa Papa Dance, która postanowiła sie poskarżyć... na zachowanie dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Gminie Bełchatów. O sprawie głośno zrobiło się we wrześniu, czyli już kilka tygodni po samych dożynkach, gdy zespół Papa Dance przesłał pocztą elektroniczną pismo, w którym muzycy opisali awanturę, do której miało dojść za kulisami gminnych dożynek tuż przed ich występem. List trafił nie tylko do wójta, ale też do lokalnych polityków.

Co działo się przed koncertem Papa Dance? 

Emocje i to te niekoniecznie związane z muzyką były już na długo przed koncertem. Z relacji zespołu wynika, że atmosfera była tak gęsta, że można byłoby ją nożem kroić. Sama dyrektor miała wpaść do ich garderoby z awanturą. W stronę muzyków poleciały też wyzwiska takie jak m.in. "zasrane gwiazdy" czy "krętacze". 

reklama

- W trakcie rozmowy pojawiły się również wypowiedzi dotyczącego tego, że zespół nie będzie już występował w Bełchatowie ani w okolicy, a także dotyczące niewypłacenia lub zakwestionowania należnego zespołowi wynagrodzenia. Odebralismy te wypowiedzi jako wywieranie na nas presji w związku z zaistniałym sporem - czytamy w przesłanym stanowisku. 

W wersji wydarzeń opisanej w mailu miało dojść również do spięcia pomiędzy dyrektorką GOK-u a menadżerką zespołu. W liście można przeczytać o "konfrontacyjnym zachowaniu" pierwszej z nich.  Jak opisują, w pewnym momencie dyrektor Kamieniak miała podjeść do menadżerki na bliską odległość i "kierować palcem w jej stronę". Sytuacja była tak napięta, że pomiędzy kobietami stanęła jedna z obecnych pracownic. 

reklama

Papa Dance w przesłanym mailu wspominają o zdarzeniu, do którego miało dojść 15 minut przed koncertem, kiedy zespół przygotowywał się do występu. Według ich relacji, dyrektor miała wejść do garderoby, przynosząc dokumenty i ponownie poruszając kwestię próby. Wokalista zespołu miał poprosić dyrektor o opuszczenie garderoby.

- Niniejsze pismo składamy jako oficjalne stanowisko zespołu Papa Dance i zwracamy się o potraktowanie opisanej sytuacji poważnie oraz o wyjaśnienie jej przebiegu. Liczymy, że ewentualne przyszłe kwestie sporne będą rozwiązywane w sposób rzeczowy, kulturalny i z poszanowaniem godności wszystkich osób uczestniczących we współpracy - tak argumentowali swoje stanowisko muzycy w rozesłanym liście. 

Próba była iskrą zapalną?

reklama

Do napiętej sytuacji pomiędzy szefową placówki a zespołem doszło jednak na długo przed występem. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, zespół w dniu koncertu miał mieć próbę w godzinach porannych (między 8 a 9), a przyjechał dopiero po 11, gdy na scenie trwała próba muzyków Maryli Rodowicz. Ostatecznie ustalono, że Papa Dance wyjdzie po nich. 

- Jeśli organizator miał zastrzeżenia dotyczące godziny próby, mogły one zostać zgłoszone na bieżąco i w sposób rzeczowy. Tymczasem kwestia ta została podniesiona ponownie później, w połączeniu z bardzo emocjonalnym przebiegiem rozmowy. Tym bardziej niezrozumiałe jest dla nas przedstawienie godziny próby jako podstawy do kwestionowania naszego wynagrodzenia, skoro koncert odbył się zgodnie z planem i nie doszło z tego powodu do zakłócenia wydarzenia - czytamy w stanowisku zespołu. 

reklama

Dyrektor GOK-u zaprzecza i wskazuje na "drugie dno" 

Anna Kamieniak, dyrektor GOK w gminie Bełchatów, podczas rozmowy telefonicznej odniosła się do całej sytuacji, jednak wypowiedzi nie autoryzowała. Grozi konsekwencjami prawnymi za naruszenie dóbr osobistych. Przekazała natomiast na piśmie swoje stanowisko w tej sprawie, w którym kategorycznie zaprzeczyła przypisywanym jej słowom. Jak zaznaczyła, absolutnie nie potwierdza prawdziwości zarzutów przedstawionych przez zespół Papa Dance. 

W przesłanym stanowisku dyrektorka szeroko nawiązuje do próby zespołu, na którą się spóźnił. Zaznaczyła przy tym, że wspólnie z kierownikiem odpowiedzialnym za scenę "wygospodarowano dodatkowy czas po zakończeniu próby zespołu Maryli Rodowicz", a zespół Papa Dance "otrzymał zgodę na wejście na scenę i przeprowadzenie próby". Szefowa GOK w przesłanym stanowisku relacjonuje, że jej "dalszy bezpośredni kontakt z przedstawicielami zespołu ograniczył się do rozmowy przed namiotem", w trakcie której przedstawione zostały warunki wynikające z umowy, i jak zaznacza, "na tym bezpośredni kontakt z zespołem się zakończył". 

Jak czytamy w piśmie, pomimo opóźnienia w przyjeździe na próbę, wynagrodzenie zespołu zostało wypłacone w pełnej wysokości i "nie doszło do jego wstrzymania ani pomniejszenia z tego powodu". Dyrektor GOK-u podkreśla w swoim stanowisku również, że podjeła działania, aby "mimo opóźnienia umożliwić zespołowi przeprowadzenie próby, z poszanowaniem harmonogramu i pracy pozostałych wykonawców". Zaznacza też, że nie podjemowała działań do "uniemożliwienia zespołowi realizacji występu". 

Okazuje się, że stanowisko zespołu zostało wysłane nie tylko do wójta czy gminnej placówki, ale również do bełchatowskiego starostwa czy Stowarzyszenia Ziemia Bełchatowska. Jej wątpliwości budzi też kwestia tego, kto mógł przekazać zespołowi informacje o jej działalności poza pracą. Anna Kamieniak jest bowiem również członkiem zarządu powiatu i należy do wspomnianego stowarzyszenia. 

Dyrektor GOK-u w przesłanym piśmie zaznacza, że przez blisko 15 lat pracy zawodowej współpracowała z wieloma artystami, agencjami artystycznymi i zajmowała się organizacją imprez, a także odpowiadała za "prawidłowe funkcjonowanie instytucji". Dlaczego takie zarzuty kierowane wobec niej są właśnie teraz?  Jak czytamy, pojawiły się one "w szczególnym momencie, gdy w Gminnym Ośrodku Kultury trwa konflikt personalny". Dyrektor GOK-u w piśmie podkreśla, że stanowczo sprzeciwia się wykorzystywaniu jej osoby, pełnionych funkcji oraz pracy zawodowej w "jakichkolwiek rozgrywkach politycznych". Nie mówi jednak o konkretnych personaliach. W przesłanym stanowisku dyrektor GOK oczekuje, że "sprawa zostanie wyjaśniona na podstawie faktów i dowodów, a nie wykorzystana do celów niezwiązanych z rzetelnym przedstawieniem wydarzeń".

Zespół Papa Dance: chcemy postawić granicę 

Renata Wawrzyszczak, menadżerka grupy Papa Dance przekazała, że pod pismem podpisali się wszyscy członkowie zespołu. Zaznaczyła również, że zostało ono skierowane do właściwych osób i instytucji, a nie do mediów, ani opinii publicznej. Jak podkreśla, ich zamiarem nie było publiczne nagłaśnianie tej sprawy. 

-  Jeżeli treść pisma stała się później publicznie dostępna, nie było to wynikiem naszego działania - czytamy w przesłanym stanowisku zespołu. - Opisaliśmy zdarzenie, którego świadkami byli wszyscy członkowie zespołu obecni tego dnia. Pod pismem podpisał się cały zespół i każdy z nas jest gotowy potwierdzić to, co się wydarzyło.

Jak podkreślono, zespół nie miał żadnego powodu, aby wymyślać takie zdarzenie czy wywoływać konflikt z organizatorem.

- Zależało nam jedynie na zwróceniu uwagi na sposób, w jaki zostaliśmy potraktowani i na postawieniu granicy. Jeżeli pani dyrektor uważa nasze słowa za pomówienie i zdecyduje się skierować sprawę do sądu, jesteśmy gotowi tam się stawić i przedstawić swoje stanowisko - przekazał zespół.  

Co na to włodarz gminy? 

Konrad Koc, wójt gminy Bełchatów, całą sprawą jest zaskoczony i jak przyznaje, sytuacja wymaga wyjaśnienia, bo rzutuje na wizerunek i reputację gminy. Nie kryje też żalu do pracowników, jak i samej dyrektor GOK, że o wszystkim dowiedział się tak późno z pisma przesłanego przez zespół Papa Dance. 

- Głupia sprawa, że wójt dowiaduje się prawie ostatni o tym, co działo się na gminnej imprezie. Delikatnie mówiąc, sytuacja jest niefortunna dla reputacji gminy. Uważam, że to pani dyrektor sama, z własnej inicjatywy, powinna się do mnie zgłosić w trybie natychmiastowym, i jeśli nie ma sobie nic do zarzucenia, zdementować punkt po punkcie poszczególne kwestie - mówi Konrad Koc. - Tymczasem dopiero na moje wyraźne żądanie otrzymałem od niej pismo z wyjaśnieniami. Sęk w tym, że to pismo właściwie niczego nie wyjaśnia. Pani dyrektor po prostu kompleksowo neguje wszystkie zarzuty, jakie wobec niej podnosi zespół. Mówi, że to się po prostu nie zdarzyło. Mamy tutaj słowo przeciwko słowu, ale uważam, że tak, czy inaczej, zespołowi Papa Dance należą się przeprosiny - dodaje.  

Wójt podkreśla, że zadzwoni jeszcze do menadżerki zespołu, aby usłyszeć jej wersję wydarzeń. Zapewnia też, że sprawa nie zostanie zamieciona pod dywan, bo coś takiego pierwszy raz zdarzyło się, aby artyści skarżyli się do wójta na pracowników. 

- Dla mnie to jest sytuacja niesłychana, jeszcze nigdy w historii żaden zespół nie skarżył się na organizatora dożynek! W jakim to nas w ogóle stawia świetle? – dodaje.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo