Fazę play-off sezonu 2021/2022 PlusLigi zainaugurował pojedynek PGE Skry Bełchatów z Indykpolem AZS Olsztyn, trzeciego i szóstego zespołu fazy zasadniczej „Ligi Mistrzów Świata”. Obie ekipy do wtorkowej konfrontacji przystąpiły w optymalnych składach. W zgodnej ocenie analityków firm bukmacherskich i siatkarskich ekspertów zdecydowanym faworytem pierwszej potyczki byli żółto-czarni.
Można więc powiedzieć, że starcie rozpoczęło się zgodnie z planem, bo PGE Skra pierwszego seta wygrała 25:19. Zaczęła dość przeciętnie, ale od stanu 5:7 rozpoczął się koncert bełchatowian. W ustawieniu z Miladem Ebadipourem na zagrywce siatkarze z naszego miasta wysforowali się na prowadzenie 10:7, a w kolejnym obejściu powiększyli je do pięciu oczek (18:13). Pełna kontrola i komfortowa wygrana w secie otwarcia. Ogromna w tym zasługa Aleksandara Atanasijevicia, który skończył w tym fragmencie meczu 7 z 8 ataków.
Podobny przebieg miał początek drugiej odsłony. Przy stanie 5:5 na zagrywkę powędrował Ebadipour i po chwili na tablicy wyników pojawił się rezultat 9:5. W środkowej fazie seta jednak coś się zacięło. Goście podjęli ryzyko w polu zagrywki i zaczęli się pomału skradać. Najpierw zbliżyli się na jeden punkt (16:15), a po kilku kolejnych akcjach doprowadzili do remisu (20:20). W efekcie o losach drugiej partii rozstrzygnęła zacięta końcówka, która po krótkiej grze na przewagi padła łupem gości, po tym jak Dick Kooy nie utrzymał przyjęcia (24:26).
Podrażnieni takim obrotem spraw podopieczni Slobodana Kovaca ruszyli na przeciwnika od początku trzeciego seta i szybko objęli czteropunktowe prowadzenie (6:2). Nie trwało ono jednak długo, bo po dwóch błędach w przyjęciu Kacpra Piechockiego mieliśmy już remis (14:14). Sztab szkoleniowy żółto-czarnych szukał poprawy gry, zamieniając Kooya na Tahta, ale to nie był dzień Estończyka. To po jego błędzie w ataku olsztynianie wygrali trzecią część meczu 28:26 i objęli prowadzenie 2:1.
Z perspektywy kibica PGE Skry, na czwartego nie dało się patrzeć. To była olsztyńska masakra piłką siatkową. „Akademicy” grali jak w transie, a bełchatowianie nie byli w stanie nic zdziałać. Demolka, na którą złożyło się między innymi pięć asów serwisowych i sześć punktowych bloków, zakończyła się wygraną przyjezdnych w stosunku 25:14 i co za tym idzie 3:1 w całym meczu.
Katem żółto-czarnych okazał się Karol Butryn, który miał we wtorek tzw. dzień konia. Atakujący Indykpolu AZS zapisał na swoim koncie aż 30 punktów, z czego pięć zagrywką. Skuteczność w ataku? Imponujące 69%, przy zaledwie dwóch błędach i takiej samej liczbie bloków. Świetną partię rozegrał też rozgrywający Jan Firlej, który zgarnął statuetkę dla MVP.
W Bełchatowie chyba nikt nie spodziewał się, że po pierwszym meczu 1/4 finału PlusLigi 2021/2022 PGE Skra będzie przegrywać 0:1 i stanie nad przepaścią. Niewielki margines błędu został wyczerpany i teraz trzeba dwukrotnie pokonać olsztynian, żeby odwrócić losy rywalizacji i zameldować się w półfinałach. Czy to naprawdę możliwe?
Jak najbardziej! W drugim i trzecim secie o porażce decydowały detale. Żółto-czarni nie byli dziś sobą, co doskonale widać po efektywności ich serwisu, którym zdobyli tylko trzy punkty, przy aż szesnastu błędach. Rywal miał jedenaście asów i tylko o dwa błędy więcej od bełchatowian. To nie był dzień PGE Skry, ale już w piątek może być. Udało się pokonać Indykpol AZS w Iławie podczas fazy zasadniczej, więc czemu nie w play-offach?
Komentarze (0)