Podopieczni Gheorghe Cretu, którzy już samym awansem do fazy play-off PlusLigi zrealizowali cel minimum na sezon 2024/2025, do sobotniego pojedynku przystępowali z nożem na gardle, bo rywalizacja na tym etapie zmagań toczona jest do dwóch wygranych. Pierwszy mecz rozgrywany w stolicy Żółto-Czarni przegrali 0:3, pomimo naprawdę dobrej gry, więc tylko zwycięstwo na własnym parkiecie mogło przedłużyć szanse na awans do strefy medalowej i powrót do europejskich pucharów już w przyszłych rozgrywkach.
Sytuacja była tym trudniejsza, że z powodu problemów zdrowotnych wypadli przyjmujący Miran Kujundzić oraz środkowy Michał Szalacha. Miejsce tego pierwszego w wyjściowym składzie zajął Żiga Stern, który wcześniej już wielokrotnie sprawdzał się w boju. Nie inaczej było tym razem.
Premierowa odsłona rozpoczęła się od gry niemalże punkt za punkt, ale stan ten trwał tylko do połowy seta (14:15). Druga część partii należała już do przyjezdnych, którzy do skutecznych ataków dołożyli też punkty zdobyte blokiem i zagrywką. Dodatkowo PGE GiEK Skra zaczęła popełniać błędy własne i koniec końców skończyło się wynikiem 19:25.
Druga część gry miała zupełnie inny przebieg. Już na jej starcie bełchatowianie wypracowali sobie cztery oczka przewagi (8:4), do czego przyczyniły się asy serwisowe Amina Esmaeilnezhada i Bartłomieja Lemańskiego. Po blokach Sterna i Lemańskiego na Tobiasie Brandzie i Bartłomieju Bołądziu zrobiło się 13:7. W ustawieniu z Aminem na zagrywce bełchatowianie dołożyli kolejne oczka (17:9) i pewnie zmierzali po zwycięstwo, ostatecznie wygrywając różnicą sześciu punktów (25:19).
Trzecia partia nie rozpoczęła się dobrze dla siatkarzy z Bełchatowa, którzy nie radzili sobie z trudną zagrywką wyraźnie podrażnionych graczy z Warszawy i już pod koniec pierwszej połowy seta mieli aż sześć punktów do odrobienia (6:12). Później było jeszcze gorzej (13:22). Próby ratowania wyniku zmianami na niewiele się zdały. 18:25 i 1:2 w setach.
Czwarty set bełchatowsko-warszawskiej konfrontacji rozpoczął się podobnie do drugiego. Po bloku Grzegorza Łomacza na Kevinie Tillie Żółto-Czarni odskoczyli na cztery oczka (8:4). W pewnym momencie, między innymi po dwóch asach Lemańskiego, przewaga wzrosła nawet do ośmiu oczek (19:11). Goście część z tych strat odrobili w końcówce, ale partia poszła na konto dziewięciokrotnych mistrzów Polski (25:20).
Zwycięzcę sobotniego pojedynku musiał wyłonić więc tie-break, który od początku był bardzo zacięty. Przy zmianie stron bełchatowianie tracili do rywala tylko jedno oczko (7:8). Tuż po niej Jakub Kochanowski zablokował atak Amina i goście odskoczyli na dwa punkty (8:10). Blok Amina na Szalpuku i as Sterna dały pierwszą piłkę meczową dla PGE GIEK Skry (15:14), ale było ich jeszcze wiele. Ostatni punkt zdobył jednak Linus Weber (21:23), a to oznacza, że sobotni mecz wygrał PGE Projekt Warszawa i to goście zagrają o medale PlusLigi w sezonie 2024/2025.
PGE GiEK Skra Bełchatów – PGE Projekt Warszawa 2:3 (19:25, 25:19, 18:25, 25:20, 21:23)
Skra: Lemański (11), Wiśniewski (8), Łomacz (2), Stern (18), Esmaeilnezhad (23), Perić (15), Marek (libero) oraz W. Nowak, Buszek i M. Nowak (1)
Projekt: Kochanowski (15), Firlej (1), Brand (14), Bołądź (10), Semeniuk (10), Szalpuk (23), Wojtaszek (libero) oraz Wrona, Tillie (1), Weber (10), Kozłowski i Gruszczyński (libero)
Porażka 2:3 z PGE Projektem Warszawa to koniec sezonu dla PGE GiEK Skry, która tym samym zajęła siódme miejsce w klasyfikacji końcowej PlusLigi 2024/2025. Na powrót do europejskich pucharów i medale mistrzostw Polski kibice dziewięciokrotnych mistrzów Polski będą musieli jeszcze poczekać. Atmosfera na sobotnim meczu, która była jak za dawnych lat, pokazała nawet największym niedowiarkom, że Bełchatów zasługuje na powrót wielkiej siatkówki. Oby już za rok.
Komentarze (0)