Na rynku wydawniczym pojawiło się wiele opracowań dotyczących historii Bełchatowa. Jedno z nich zostało przygotowane przez lokalnego historyka Roberta Stasiaka. Z wydanej w 2022 roku książki możemy dowiedzieć się wiele na temat dawnego właściciela Bełchatowa, Edwarda Kaczkowskiego. Opracowanie zostało przygotowane na podstawie rękopiśmienniczych wspomnień dziedzica i zawiera wiele mało znanych informacji na temat historii naszego regionu. Okazuje się, że w przeszłości Bełchatów trafił w niemieckie ręce, a wszystko to przez spisek i zdradę.
Dawni właściciele Bełchatowa
Bełchatów od 1801 do 1868 roku był rodzinnym majątkiem Kaczkowskich, starej rodziny szlacheckiej. Pierwsze historyczne zapisy dziejów rodu sięgają XIV wieku. Nie są znane kulisy ich przybycia do Bełchatowa. Wiadomo jednak, że ziemie te traktowali jak własne dziedzictwo, dążąc do rozwoju tego regionu. Prowadzili szereg inwestycji finansowanych "z własnej kieszeni", co potwierdzają liczne archiwalne dokumenty kierowane do władz wojewódzkich w Kaliszu i centralnych w Warszawie.
- Na tym tle Kaczkowscy jawią się jako zręczni zarządcy, ale i prawdziwi bełchatowscy patrioci, co zresztą znalazło swoje odbicie w przekazywanej drogą ustną legendzie o szczególnej roli tej rodziny w dziejach miasta, które dzięki ich staraniom z niespełna stuosobowej wsi przekształciło się w kilkutysięczne miasteczko fabryczne – informował w rozmowie z naszym portalem Robert Stasiak.
W 1801 roku dzierżawca Bełchatowa - Józef Kaczkowski, założył pierwszą w mieście manufakturę włókienniczą, od tego momentu miasto stawało się prężnie działającym ośrodkiem włókienniczym. W 1820 jego syn Leon Kaczkowski zmienił prawo dzierżawy na prawo własności, tym sposobem za 233 400 zł rodzina Kaczkowskich stała się właścicielami Bełchatowa. W tym okresie, dzięki staraniom rodziny w mieście powstał kościół ewangelicki, a także szkoła elementarna. Bełchatów wzbogacił się także o pocztę i aptekę.
- Oprócz lokalnego wymiaru działalności Kaczkowskich należy też zaznaczyć, że byli oni świadkami i aktorami wielu ważnych historycznych wydarzeń jako osoby czynne w sferze publicznej - mówi Stasiak.
Kolejni właściciele Bełchatowa, Stanisław i Ludwik Kaczkowscy, starali się kontynuować politykę swoich poprzedników.
Stanisław, najbardziej znany z Kaczkowskich, prężnie działał w polityce. Został nawet posłem na Sejm Królestwa Polskiego. Brał czynny udział w pracach parlamentu. Ludwik z kolei był aktywny lokalnie. Kaczkowscy i ich najbliższe otoczenie brali udział w powstaniu listopadowym. Jak przekazuje Stasiak, ich udział w polityce zaowocował bliskimi związkami ideowymi, ale i towarzyskimi z konstytucyjną opozycją sejmową, tzw. kaliszanami, na czele, której stali bracia Niemojowscy.
- To właśnie wspomniane wyżej działania w sferze publicznej zaowocowały zawiązaniem więzów matrymonialnych między Kaczkowskimi a Niemojowskimi. Matka Edwarda była córką brata niezłomnych Niemojowskich, a jego ojciec pierworodnym synem sławnego ówcześnie Stanisława - przekazuje historyk.
Niestety decyzje podejmowane przez mężczyzn nie były trafne. Kredyty zaciągane w celu polepszenia codziennego życia mieszkańców i zwiększenia wpływów obciążały kasę rodową. Końcem władzy Kaczkowskich w Bełchatowie był czas, gdy właścicielami stali się synowie Ludwika - Edward i Aleksander.
Dziedzic dużego majątku w Bełchatowie
Edward Kaczkowski urodził się w 1839 roku. Jako młody człowiek wiele podróżował po krajach Europejskich, odbył gruntowną edukację pod okiem pochodzącej ze Szwajcarii guwernantki. Został także studentem prawa Szkoły Głównej Warszawskiej. Po śmierci ojca wraz z bratem odziedziczył duży majątek w Bełchatowie.
Niestety mężczyzna zachorował na gruźlicę, która w tamtych czasach była chorobą śmiertelną. Lekarz zalecił mu, by w ramach profilaktyki, wyjeżdżał do uzdrowisk. Kaczkowski często podróżował zatem na południe Europy.
- Przebywając tam nie dość, że potrzebował stałego napływu gotówki na kontynuację leczenia, to stał się dodatkowo ofiarą spisku przygotowywanego przez pełnomocnika majątku, który licząc na rychłą śmierć Kaczkowskiego w kurorcie, chciał poślubić jego macochę i przejąć we władanie Bełchatów - mówi Stasiak.
Zdrada i utrata rodzinnego dziedzictwa
Kosztowna kuracja dziedzica, nieuczciwe działania zarządcy, a także konsekwencje powstania styczniowego i kryzys ekonomiczny wywołany reformami carskimi na polskiej wsi spowodowały, że majątek w Bełchatowie poddany został licytacji. Kaczkowski dowiedział się o sprzedaży majątku, gdy wrócił do kraju po tym, jak leczenie okazało się bezskuteczne.
- Jak przedstawił na kartach pisanego przez siebie dziennika, sprawa przeprowadzona w Kaliszu miała być względnie prosta i miał pozostać dziedzicem miasta. Tutaj jednak spotkał się z kolejnym zwrotem akcji, ponieważ - dotąd zaufany - patron w trakcie licytacji zdradził go, działając wbrew ustalonej wcześniej instrukcji, przez co miasto kupił niemiecki kupiec pochodzący aż ze Szczecina - relacjonuje historyk.
W swoich wspomnieniach Kaczkowski ubolewa nad stratą dziedzictwa, pisząc "Wszystko się już wreszcie skończyło. Majątek ojca, dziada, pradziada przeszedł w niemieckie ręce...". Po przegraniu sprawy sądowej i utraceniu Bełchatowa mężczyzna udał się do krewnych Podłężycach i Opojowicach. Następnie wyjechał na kolejną kurację tym razem w Szczawnicy, gdzie stan jego zdrowia gwałtownie się pogorszył. Najprawdopodobniej pod koniec sierpnia 1868 roku przeniósł się do Krakowa, gdzie jak wskazuje nekrolog, zmarł w Szpitalu św. Łazarza.
Opracowanie wspomnień Kaczkowskiego
Znacznie więcej na temat losów rodziny Kaczkowskich możemy dowiedzieć się z opracowania przygotowanego przez Roberta Stasiaka, który historią dawnych właścicieli Bełchatowa zainteresował się już podczas studiów.
Jak sam mówi, tematem zaczął zajmować się w 2014, podczas praktyk studenckich w Muzeum Regionalnym w Bełchatowie. Do opracowania rękopiśmienniczych wspomnień dziedzica popchnęło go ukazanie się zdigitalizowanej wersji zapisków. Jak dodaje, nawet pomimo wysokiej jakości skanów momentami trudno było mu zrozumieć, co autor wspomnień miał na myśli. Praca nad książką zajęła mu niemal trzy lata.
Efekt finalny ciężkiej pracy historyka można znaleźć m.in. w bełchatowskiej bibliotece. Książka pt. „Zapiski Edwarda Kaczkowskiego pisane we Francji i w kraju (1865-1868)” to ponad trzystustronicowa historia życia bełchatowskiego dziedzica.
Komentarze (0)