Reklama

Reklama

Ukraiński żołnierz dostał terenówkę z Bełchatowa. Gdzie walczy i jak wygląda wojenna rzeczywistość?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Ukraiński żołnierz dostał terenówkę z Bełchatowa. Gdzie walczy i jak wygląda wojenna rzeczywistość? - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wydarzenia Pod koniec grudnia z Bełchatowa na Ukrainę wyruszył samochód, który trafił wprost na pole walk. Terenówka ufundowana została dla młodego żołnierza, który wystosował apel o pomoc. Teraz rodzina 20-latka relacjonuje, jak wygląda jego wojenna rzeczywistość. Starcia z rosyjskim najeźdźcami, bombardowania i kolejni polegli żołnierze - tak wygląda brutalna wojna za naszą wschodnią granicą.

Reklama

Ukraiński żołnierz, 20-letni Mikołaj, jakiś czas temu wystosował apel o pomoc. W wiadomości, która dotarła m.in. do jednego z bełchatowian, przekazał, że potrzebuje samochodu terenowego, który będzie służył w walkach. Natychmiast uruchomiona została zbiórka, a pojazd wyjechał już z Bełchatowa i trafił za naszą wschodnią granicę. Udało nam się skontaktować z rodziną Mikołaja. W krótkiej rozmowie przekazali relację młodego chłopaka wprost z frontu.

„Puścili ich w samych spodenkach”

Okazuje się, że myśl o wstąpieniu do armii narodziła się w głowie Mikołaja pod wpływem inspiracji wujem, który walczył w Donbasie w 2014 roku. Miał on wówczas jedynie 12 lat, jednak tuż po ukończeniu pełnoletności zaciągnął się do wojska, gdzie podpisał trzyletni kontrakt.

Od momentu wybuchu wojny za naszą wschodnią granicą młody chłopak przeżył rzeczy, które ciężko sobie wyobrazić. Już na samym początku walk stracił wszystkich swoich kompanów. Jego oddział został rozbity, a Mikołaj był praktycznie jedyną osobą, która przeżyła.

- Nie znam szczegółów tego, co się tam wydarzyło. Mikołaj nam tego nie opowiadał, bo wtedy bardzo ciężko było z kontaktem. Wiemy, że na początku wojny on był na lewym brzegu Kijowa. Po tym, jak rosyjskie wojska wycofały się spod Kijowa, Mikołaj walczył w obwodzie Charkowskim i tam zajmowali się wyzwalaniem terytorium prawie do granicy z Rosją – mówi Petro, szwagier Mikołaja.

Jak dodaje, Mikołaj w obwodzie Charkowskim spędził kilka miesięcy, na swoje 20 urodziny dostał informację, że będzie wysłany do Donbasu. Jego oddział walczył w rejonie Uglegorskiej elektrowni, gdzie młody żołnierz stracił wielu swoich kompanów.

- Mówił nam, że przeciwnicy pokonali ich liczebnością, wielu nie miało nawet hełmów ochronnych i kamizelek. Opowiadał, że udało im się wycofać z bardzo dużymi stratami, dosłownie w samych spodenkach. Stracili wszystko ludzi, sprzęt, mundur, wszystko zostało im zabrane – przekazuje Petro.

Nigdy więcej nie zje wołowiny

Po walkach w regionie elektrowni Mikołaj został przeniesiony do Bachmutu. Tam podczas działań wraz z towarzyszami zostali otoczeni. Przez trzy dni byli pozostawieni bez niczego, bez jedzenia, czy picia. Udało im się wyrwać z opresji wroga. Wciąż jednak zdani byli tylko na siebie, pomoc dotarła dopiero kilka dni później. Po tym czasie przyszedł moment wytchnienia. Młody żołnierz dostał urlop. Nie trwało to jednak długo, po kilku dniach musiał wrócić na front.

Jak dodaje Petro, kontaktując się z Mikołajem starają się nie zadawać zbyt dużo pytań, by nie przypominać mu dramatycznych przeżyć. Chłopak wspomniał jednak o jeszcze jednej akcji, w której brał udział. Miało to miejsce w rejonie Charkowskim.

- Mikołaj opowiadał, że chyba nigdy więcej nie zje już mięsa wołowego. To było po tym, jak walczyli punkcie podobnym do farmy, gdzie znajdowały się krowy. Rosjanie trafili tam rakietą albo czymś podobnym. Mówił, że tyle martwych krów nigdy nie widział i że to wszystko okropnie śmierdziało – relacjonuje Petro.

Chłopak ostatnio zwierzał się bliskim, że jego psychika już nie daje rady i chciałby odpocząć. Dostać dłuższy urlop. Mówił, że już wiele miesięcy jest na froncie i jest mu ciężko.

- On już na jakiekolwiek eksplozje reaguje szokiem – mówi Petro.

Niestety jednak młody chłopak, nawet jeśli zakończy się kontrakt, który podpisał, musi pozostać na froncie, dopóki wojna się nie zakończy. Być może samochód, który wyruszył do niego z Bełchatowa, ułatwi mu trudy boju, a po zakończeniu walk Mikołaj spotka się z rodziną i wolontariuszami z Polski na obiecanym grillu pod Odessą.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

Zarejestruj się w serwisie, aby korzystać z rozszerzonych możliwości portalu

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy