reklama

„Efekt Dody” i hejt na bełchatowskie schronisko. Sprawdziliśmy, jakie warunki mają zwierzęta

Opublikowano:
Autor:

„Efekt Dody” i hejt na bełchatowskie schronisko. Sprawdziliśmy, jakie warunki mają zwierzęta - Zdjęcie główne
Zobacz
galerię
22
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WydarzeniaW ostatnim czasie gorącym tematem wśród opinii publicznej są tzw. „patoschroniska”. Wszystko za sprawą piosenkarki Dody, która rozpoczęła akcję pomocy zwierzętom. Niestety temat wymknął się spod kontroli, a walka o dobro czworonogów zmieniła się w falę hejtu skierowanego na schroniska w całym kraju. Podobny problem pojawił się również w Bełchatowie. Po zarzutach kierowanych przez internautów rozmawiamy z pracownikami placówki i sprawdzamy, jakie warunki mają zwierzęta.
reklama

O prawach zwierząt w naszym kraju dawno nie mówiło się tak głośno, jak przez ostatnie tygodnie. Wszystko za sprawą piosenkarki Doroty Rabczewskiej, znanej jako Doda, która w związku z ogromnymi mrozami postanowiła pomoc czworonogom w schroniskach.

reklama

Akcja szybko nabrała rozpędu, a wokalistka zaczęła nagłaśniać sprawę „schronisk grozy”. Wzięła również udział w zebraniu komisji ds. dobrostanu zwierząt. Po jej działaniach w całym kraju ruszyły kontrole i weryfikacje schronisk dla zwierząt, a schronisko w Sobolewie, przez wielu nazywane mordownią zostało zamknięte.

Hejt na schroniska w Polsce

Okazuje się jednak, że cała akcja ma również drugą stronę medalu i okupiona jest problemem schronisk, którym do patologicznych jest daleko. Na placówki w całej Polsce wylewa się fala hejtu. Podobnie jest również w Bełchatowie.

Na facebookowych grupach zrzeszających mieszkańców miasta, profilu magistratu, czy też samego schroniska pojawiło się wiele negatywnych komentarzy. Internauci pisali o brudzie, marznących zwierzętach, czy też braku reakcji na choroby psów. Z kolei schronisko odpiera komentarze i mówi o hejcie, który łamie serca pracowników.

reklama

- Hejt nie trafia w próżnię. Uderza w ludzi, którzy codziennie wstają dla zwierząt. Odbiera siłę, radość, sens pracy. A kiedy krzywdzisz ludzi, krzywdzisz też zwierzęta. Bo to oni są ich głosem, rękami i sercem. Zamiast kolejnych osądów – wsparcie. Zamiast słów, które ranią – empatia. Bo dobro zwierząt zaczyna się od szacunku do ludzi, którzy się nimi opiekują. Zanim powielisz czyjąś opinię i skażesz kogoś na lincz – sprawdź fakty – czytamy na profilu schroniska.

Postanowiliśmy zatem sprawdzić, jaka jest prawda i w jakich warunkach żyją zwierzęta w bełchatowskiej placówce. Oto czego się dowiedzieliśmy.

Zwierzęta nie mają dachu nad głową?

Pierwszym, co zastaliśmy, byli zrezygnowani pracownicy, którzy od kilku dni mimo uderzających w nich komentarzy starają się robić wszystko, co możliwe, by zwierzęta czuły się dobrze. Podczas długiej rozmowy omówili wiele zarzutów i wyjaśnili, z czym są związane. Jeden z głównych tematów poruszanych w sieci dotyczył budowy kojców. Zdaniem internautów problemem jest brak zadaszenia, a także znajdujące się na podłodze płytki.

reklama

- Jakie lodowisko dzisiaj rano psiaki miały. Przy takim marznącym deszczu. Gdzie jakiekolwiek zadaszenie, które je przed deszczem śniegiem i słońcem ochroni. Te może wasze choinki sadzone z tyłu – czytamy w komentarzach na Facebooku.

Jak wyjaśniają pracownicy, samo zadaszenie, nie wpływa znacząco na komfort cieplny zwierząt zimą.

- Większość wybiegów ma te zadaszenia, ale to nie ogrzewa. To buda jest tym elementem, który zapewnia komfort termiczny. One są izolowane, trójwarstwowe i ustawiamy je tak, żeby nie było przeciągu i nie wiało bezpośrednio do środka. Na kojcach są rozciągnięte maty, również po to, żeby nie było przeciągów. To zapewnia ciepło, zadaszenie może latem dawać cień – wyjaśnia Mariusz Półbrat z bełchatowskiego schroniska.

reklama

Budy są też na tyle duże, że zdarza się, że dwa lub trzy zwierzaki siedzą w nich wspólnie, co również dodatkowo zapewnia im ciepło i poczucie bezpieczeństwa.

Również płytki w kojcach nie znalazły się przypadkowo. Jest to bowiem łatwy do czyszczenia i bezpieczny dla zwierząt materiał. Pracownicy podkreślają też, że pod względem śliskości praktycznie nie różnią się od np. mokrego czy zmarzniętego betonu. Co ciekawe jednak schronisko szuka nowego rozwiązania, które będzie testowane w jednym z budynków, jeśli się sprawdzi, może zastąpić płytki w kojcach.

Podczas wizyty w schronisku zostaliśmy zaproszeni też na spacer po obiekcie. Uwagę zwraca fakt, że faktycznie budy są ustawione w taki sposób, żeby nie docierały do nich podmuchy wiatru, a wejścia z wybiegów do ogrzewanej hali są zamknięte, żeby nie wychładzać pomieszczenia.

Psy trzęsą się z zimna na dworze?

W trakcie spaceru odwiedziliśmy też m.in. „staruszkowo”, czyli pawilon stworzony specjalnie dla psich seniorów. Zwierzęta mają tutaj do dyspozycji zarówno pomieszczenia zamknięte wypełnione kocykami, jak i wybiegi na zewnątrz. W pokojach dzięki ogrzewaniu podłogowemu panuje komfortowa temperatura.

- Na zdjęciach pokazywali psy, które stoją i trzęsą się z zimna. To było w tym miejscu, tylko nie pokazali, że one mają cały czas otwarte wejście i mogą schować się w ciepłym pokoju. Są na dworze, bo są ciekawe, kto tutaj chodzi i chcą być przy człowieku, jak nikogo nie ma, grzeją się w środku – wyjaśnia nam pani Katarzyna, pracująca w schronisku.

Pracownicy wyjaśnili również, dlaczego zwierzęta nie są ubierane w kubraczki, które podczas zbiórki promowała Doda. Okazuje się, że może być to dla nich niebezpieczne, ponieważ zwierzęta je niszczą i mogą zjeść materiał, z którego są zrobione.

- To nie jest tak, że my nie znaliśmy ubranek i żyjemy w XV wieku. Mamy je na stanie, używamy, ale one nie są po to, żeby być w nich całą dobę. Jak mamy psa w domu, w cieple i one mają krótką sierść, zakładamy mu ubranko na spacer. To ma sens. Jest pies po operacji, siedzi w ciepłym szpitalu, wychodzi w taką pogodę, zakładamy mu ubranko, żeby nie było szoku termicznego, ale to nie są ubrania do stosowania na całą dobę – wyjaśnia Mariusz Półbrat.

Jak w schronisku dba się o czystość?

Każdy, kto posiada zwierzęta, z pewnością przynajmniej raz znalazł na podłodze, czy dywanie plamę odchodów. Jak zatem utrzymać czystość, gdy pod opieką ma się setki czworonogów? Zdaniem internautów… szybko. W jednym z postów pojawiły się bowiem zarzuty o zasikanych i nie tylko kojcach. Również to wyjaśnili pracownicy schroniska.

- Boksy są sprzątane regularnie każdego dnia, co najmniej raz dziennie, słoma jest wymieniana na bieżąco, zapewniamy też dostęp do wody. Zimą to zachowanie czystości jest trudniejsze, bo wszystko szybko przymarza. Nie mogę wytrzeć ciepłą wodą kojca, bo po chwili zrobi się tam lodowisko, dlatego sprzątamy na tyle na ile pozwalają nam warunki - mówi pani Katarzyna.

Jak dodają, woda jest wymieniania kilka razy dziennie, wówczas zwierzęta mają możliwość napojenia się. Jeśli nie mają akurat na to ochoty lub nie wypiją wszystkiego, to co zostaje w miskach, po chwili zamarza i jest wymieniane przy kolejnym obchodzie kojców.

Mądre pomaganie zawsze jest mile widziane

Wśród zarzutów internautów pojawiły się również te dotyczące nieprzyjmowania darów przez schronisko.

- Mieliśmy ładną budę, ocieploną jak nowa chcieliśmy oddać za darmo do schroniska. Niestety osoba, z którą rozmawiałem przez tel. odmówiła. Tłumacząc się, że budy w schronisku muszą być wszystkie takie same – pisał jeden z internautów.

Podobnych komentarzy było więcej. Okazuje się, że pracownicy dobrze wiedzą, o które sytuacje chodzi i wyjaśniają, dlaczego pomoc jest zawsze mile widziana, ale tylko ta przemyślana.

- Wszystkie budy w schronisku są wykonane przez producentów wg naszych wytycznych. Są powtarzalne, muszą przechodzić przez furki, spełniać wymogi bezpieczeństwa i ciepła. One działają jak termos, w zimę utrzymują ciepło. a w lato zapewniają chłód. Muszą być zabezpieczone metalem. Mamy kilka takich psów, mówimy na nie korniki, które są w stanie taką zwykłą budę bez zabezpieczeń rozebrać w jedno popołudnie do samej ziemi. Mogą sobie przy tym zrobić krzywdę. Dlatego nie przyjmujemy wszystkich bud, bo większość z nich nie spełnia tych wymogów – mówi Mariusz Półbrat

Jak podkreślają pracownicy zaletą tego, że budy w schronisku są takie same, jest możliwość ich łatwej naprawy. Z kilku zepsutych bud, które nie nadają się do użytku, można wykręcić dobre części i złożyć nowe schronienia dla psów.

- „Najlepsza” buda, jaka kiedyś do nas przyjechała, była poskładana z dwóch par drzwi łazienkowych, zbitych w trapez i z pozostałości mebli. My tego nie użyjemy w żaden sposób, a później mamy tylko problem z utylizacją – mówi pan Adrian, pracownik schroniska.

Problemem dla internautów była również karma. Ta jest przyjmowana zawsze, jednak część z podarków zapycha magazyny, ponieważ nie jest dobra dla zwierząt, z czego sprawy nie zdają sobie darczyńcy.

- Mamy magazyn pełny karmy, z którą niewiele możemy zrobić, bo nie jest dobra dla zwierząt. My ją zużyjemy, dorzucając ją do tej, którą podajemy. Zachowamy kaloryczność, zwierzętom nic się nie stanie, ale dużo lepszym pomysłem jest kupienie mniejszej ilości dobrej karmy, którą faktycznie możemy użyć – mówi pani Katarzyna.

Pracownicy podkreślają, że są wdzięczni za każdą pomoc, ale zachęcają darczyńców do kontaktu i potwierdzenia, czy rzeczy, które chcemy przekazać, będą przydatne i co najważniejsze bezpieczne dla zwierząt.

Wolontariatu nie ma, czy schronisko coś ukrywa?

Internauci poruszali również temat braku wolontariatu, który określany był jako „czerwona flaga” i chęć ukrycia czegoś przed mieszkańcami. Sytuacja jest jednak zupełnie inna. Jak wyjaśnia kierownictwo schroniska, zgodnie z prawem w bełchatowskiej placówce nie ma możliwości zorganizowania wolontariatu w pełnym tego słowa zakresie. Wynika to m.in. z tego, że schronisko prowadzone jest przez bełchatowski PGM czyli spółkę, w przypadku których przepisy zabraniają organizowania wolontariatu.

- Ludzie często mylą fakty. Schroniska prowadzą fundacje, stowarzyszenia, które mogą robić wolontariat. My nie możemy i rozmawiałem o tym z prawnikiem. W Tomaszowie jest tak, że schronisko świadczy usługi tylko dla miasta i jest jednostką budżetową i zgodnie z prawem w takiej sytuacji wolontariat jest dopuszczalny. Przeanalizujemy tę sprawę jeszcze raz, czy jest jakaś możliwość zorganizowania tego, bo chciałbym znaleźć jakieś rozwiązanie – wyjaśnia Mariusz Półbrat.

Do tego czasu mieszkańcy mają inną możliwość zapoznania się ze zwierzętami i spędzenia z nimi czasu. Schronisko w godzinach pracy zawsze jest bowiem otwarte na gości.

- Mamy wybiegi spacerowe, które zrobiliśmy kilka lat temu, korzystamy z tego do wyprowadzania zwierząt. Jak przychodzą ludzie poznać się z psami, nawet jeśli nie kończy się to adopcją, to mogą to zrobić. My nie pytamy przy furtce, czy ktoś chce poznać psa w celu adopcji i gwarantuje, że to zrobi. Jak się z nami umówi, że chce poznać kilka psów, nie ma problemu, nie liczymy, ile czasu spędzi z nimi na wybiegu – wyjaśnia Mariusz Półbrat.

Z kolei pani Agnieszka podkreśla, że znalezienie dobrego wolontariusza, nie jest prostym zadaniem.

- To nie może być tak, że ktoś przyjdzie, zabierze psa na spacer, on ucieknie i wpadnie pod samochód. Bo kto jest wtedy za to odpowiedzialny? – wyjaśnia pani Agnieszka.

Pracownicy zapewniają, że drzwi, a raczej brama schroniska zawsze stoi otworem. Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak działa schronisko, spędzić czas ze zwierzętami może to zrobić bez problemu. Odwiedzający mają dostęp do wszystkich miejsc z wyjątkiem tych, w których panują specjalne warunki sanitarne np. szpital czy pomieszczenia z kwarantanną.

Nie chcą wydawać psów do adopcji?

Wśród poważnych zarzutów pojawił się również ten dotyczący adopcji. Internauci twierdzili, że pracownicy schroniska odmawiają wydawania zwierząt, mimo oferowania dla nich dobrego miejsca do życia. Okazuje się, że również tutaj sprawa wygląda nieco inaczej.

- Ludzie często upierają się na jednego psiaka, a my znamy jego charakter i wiemy, że on się dla nich nie nadaje, bo np. są to starsi ludzie, którzy chcą adoptować szczeniaka, który jest energiczny i wymaga dużo pracy i energii. Wtedy mówimy, że szczeniaka nie wydamy, ale mamy mnóstwo innych psiaków, które będą bardziej dopasowane do stylu życia. Wtedy słyszmy, że takiego to ja nie chcę i ludzie się obrażają – mówi pani Katarzyna.

Jak podkreślają pracownicy, pytania, które zadają, zawsze mają na celu sprawdzić czy dane zwierzę będzie pasowało adoptujących, a także czy warunki, które panują w przyszłym domu, nie sprawią, że zwierzak wróci ponownie do schroniska, co wiąże się z jeszcze większą traumą i stresem.

- Nie chodzi o to, żeby dać pierwszej lepszej osobie psa. To musi pasować jak puzzle. Dlatego ja zadaję tyle pytań. To jest moje wieloletnie doświadczenie, już nawet nie pamiętam, ile psów wydałam do adopcji. Ludziom się wydaje, że tupną nogą i muszą mieć psa, bo podoba im się na stronie. To tak nie działa – wyjaśnia pani Agnieszka zajmująca się adopcjami w schronisku.

Bełchatowskie schronisko jest wyjątkiem

To, czym z dumą chwalą się pracownicy i kierownictwo schroniska jest część szpitalna obiektu. W placówce na co dzień działa bowiem weterynarz, który ma możliwość korzystania z nowoczesnego sprzętu.

- To nie jest standardem w schroniskach. Z reguły mają one podpisane umowy z gabinetami w okolicy. Więc dochodzi transport zwierząt i czas. U nas wszystko jest na miejscu – mówi nam podczas spaceru pani Agnieszka.

Z kolei Mariusz Półbrat dodaje, że tylko w tym roku do schroniska trafił profesjonalny kardiomonitor, który wykorzystywany jest podczas zabiegów ratujących życie zwierząt, a także sprzęt do narkozy wziewnej, który jest bardzo rzadko spotykane w gabinetach. Specjaliści w schronisku mają również możliwość przeprowadzania badań laboratoryjnych, dzięki czemu szybciej mogą ruszyć z pomocą chorym czworonogom.

Tylko podczas naszej wizyty w schronisku, w gabinecie weterynaryjnym znajdował się jeden psi pacjent. Co ważne najprawdopodobniej była to suczka, której stan komentowali internauci pisząc, że nie jest leczona. Kolejny psi chory oczekiwał już na zabieg w sali operacyjnej, a w szpitaliku zwierzęta dochodziły do siebie po leczeniu.

- Sprzęt i zespół są na takim poziomie, że czasami chciałbym wypisać się z NFZ, płacić składaki i leczyć się w schronisku – żartuje Półbrat, podkreślając profesjonalizm kadry.

Efekt Dody i hejt, który łamie serca

Sytuację, która spotkała bełchatowskie, schronisko pracownicy opisują jako „efekt Dody”. Mieszkańcy zafascynowani działaniami popularnej piosenkarki chcą być jak ona. Szukają sensacji i niedociągnięć tylko po to, by wywołać burzę w sieci i chcą się wypromować na tym samym, co robi Rabczewska.

- Jeśli ktoś dobrze szuka, to zawsze coś znajdzie. Jesteśmy tylko ludźmi, ale zdjęcia wyrwane z kontekstu i wrzucone do sieci można interpretować na dowolny sposób. Na przykład zamarznięta woda w misce – nie sprzątamy, a zwierzęta nie mają co pić. Wyrzucimy lód i zostawimy puste miski – nie dajemy zwierzątkom pić, na pewno całe dnie siedzą bez wody. Jak schowamy miskę i przyniesiemy ją na pojenie, to w między czasie ktoś powie, że nawet miski na wodę nie mają. Prosimy o karmę dla zwierząt – nie dajemy rady sami ich wykarmić. Nie przyjmujemy jej – na pewno głodzimy zwierzęta albo dajemy im niskiej jakości pożywnie. Jeśli w misce będzie zamarznięte jedzenie to znaczy, że było go za dużo, a nie, że zwierzę jest głodzone. Tak można wymyślać w nieskończoność – mów Mariusz Półbrat.

Z kolei pracownicy zgodnie podkreślają, że jeśli odwiedzający widzą coś, co ich niepokoi wystarczy podejść, zapytać, czy też zwrócić uwagę. Wiele rzeczy, które dla osób niepracujących na co dzień ze zwierzętami wydaje się błędem, w praktyce jest wypracowanym przez lata doświadczenia sposobem na zapewnienie najlepszych warunków bezdomniakom.

- Dostaliśmy też ogromną ilość wsparcia i poztywnych komentarzy, które były pisane z prawdziwych profili z imieniem i nazwiskiem, a nie tak, jak dużo tych negatywnych od „anonimowych użytkowników". Bardzo za to wsparcie dziękujemy - dodaje Mariusz Półbrat.

Dowodem na skuteczność pracy schroniska i panujące w nim warunki są, nie tylko pozytywne opinie, ale również imponująca liczba ponad 700 adopcji przeprowadzonych w zeszłym roku i już 75 nowych domów znalezionych w styczniu. Potwierdzają to też reakcje zwierzaków, które na widok pracowników czekają na odrobinę uwagi, zabawy i miłości. Wierne oczy wpatrzone w tych ludzi i merdające ogonki kontrastują z internetowym hejtem i są najlepszym dowodem na to, jaką opiekę mają czworonogi w Bełchatowie.

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
logo