Do naszej redakcji zgłosił się Bełchatowianin, który na terenie miasta dokonał zaskakującego odkrycia. Mężczyzna dosłownie przecierał oczy ze zdumienia, gdy na swojej posesji wśród sosen znalazł dorodne okazy grzybów, które przez wielu nazywane są polskimi truflami. Z czym można je zjeść i ile tak naprawdę są warte?
Znalazł fortunę rosnącą na działce?
Mimo że sezon grzybowy większości kojarzy się z jesienią, to właśnie wiosną można znaleźć „leśne złoto”. Smardze, bo o nich mowa to rzadkie i niezwykle pożądane przez smakoszy grzyby. Co ciekawe rosną nawet na miejskich osiedlach.
Potwierdza to jeden z mieszkańców Bełchatowa, który na własne oczy widział wysyp smardzów w okolicach Binkowa. Mężczyzna może pochwalić się jednak znacznie większym szczęściem. Drogocenne grzyby rosną bowiem również na jego działce, dzięki czemu miał okazję skosztowania ich. Warto bowiem zaznaczyć, że w Polsce zbieranie smardzów jest regulowane prawnie, co podkreśla również nasz rozmówca.
- W lasach nie wolno ich zbierać, bo są pod ochroną. Na prywatnych działkach, w zagajnikach jak najbardziej, ale w lasach absolutnie. Ja mam swoją w okolicach Dobrzelowa i właśnie tam znalazłem te grzyby, ale widziałem je też w lasach przy Binkowie – mówi mieszkaniec Bełchatowa.
Dodaje, że smardze ze swojej działki zjadł z ochotą i ciekawością, ale w przypadku tych na Binkowie pozostało tylko nacieszyć oczy i pójść dalej. Co ciekawe pierwsze spotkanie mężczyzny z tym nietypowym grzybem wywołało konsternację.
- Kilka lat temu znalazłem u siebie te grzyby i poszedłem z nimi do sanepidu w Bełchatowie, ale nie mieli wtedy mykologa i odsyłali mnie do Piotrkowa. Przypominały mi smardze i chciałem się upewnić. Dwa lata później znalazłem je znowu, ale wtedy już wiedziałem, że to one – mówi nam mieszkaniec Bełchatowa.
Finalnie mężczyzna zdecydował się spróbować grzyby i okazało się, że są bardzo smaczne.
- Można je przyrządzać na różne sposoby. Żona ich nawet nie obgotowuje, bo przeważnie grzyby się gotuje, a ona lekko, tak ze trzy minutki je trzyma i są bardzo kruche. Są zupełnie inne niż te zwykłe grzyby, które znamy, a jaki mają zapach. Jak żona je przyrządzała, to pachniało w całym domu. My je robimy z jajkiem i z makaronem – mówi Bełchatowianin.
Okazuje się, że oprócz smardzów mężczyzna znalazł również inne nietypowe grzyby, a były nimi czarki. Jak zaznacza, smakiem można je porównać z rzodkiewką i świetnie spisują się w sałatkach. Co więcej, można je zbierać w pełni legalnie. To jednak nie koniec historii nietypowych grzybów.
Gdy Bełchatowianin zaczął szukać informacji o smardzach na własną rękę, odkrył też, ile tak naprawdę mogą kosztować. To sprawiło, że postanowił podzielić się swoim odkryciem, ponieważ ceny wręcz zwalają z nóg i sprawiają, że powstrzymanie się od zbierania grzybów jest jeszcze trudniejsze.
Luksus na talerzu i w portfelu
Wartość rynkowa smardzów potrafi przyprawić o zawrót głowy, szczególnie gdy porównamy je z popularnymi podgrzybkami czy kurkami. Obecnie za kilogram świeżych grzybów można otrzymać od stu osiemdziesięciu do nawet czterystu złotych, przy czym cena ta rośnie w rejonie większych miast, takich jak Warszawa czy Łódź.
Jeszcze wyższe kwoty padają w przypadku smardzów suszonych, które są traktowane przez szefów kuchni jak kulinarny diament. Za kilogram starannie przygotowanego suszu kolekcjonerzy i restauratorzy są gotowi zapłacić od dwóch i pół do nawet trzech i pół tysiąca złotych. Wynika to z faktu, że smardze są niezwykle lekkie, a ich aromat po wysuszeniu staje się wręcz nieziemsko intensywny, co czyni je przyprawą najwyższej klasy.
Gdzie szukać smardzów?
Smardze często wybierają bardzo niepozorne miejsca. Dlatego też można je znaleźć w przydomowych ogródkach czy prywatnych zagajnikach. W środowisku naturalnym grzyby te upodobały sobie widne i wilgotne lasy liściaste oraz mieszane, gdzie najchętniej wyrastają w sąsiedztwie jesionów, wiązów czy topoli, często tuż nad brzegami rzek i strumieni.
Smardze uwielbiają też gleby bogate w wapń oraz miejsca, gdzie ziemia została niedawno naruszona. Masowo pojawiają się w starych sadach pod jabłoniami, na miejskich skwerach, a przede wszystkim na przydomowych rabatach wyłożonych korą sosnową lub świerkową.
To właśnie w takich „sztucznych” siedliskach, gdzie grzybnia trafia wraz z podłożem ogrodniczym, najłatwiej o ich legalne znalezienie, o ile tylko zapewnimy im odpowiednią wilgotność i ochronę przed palącym słońcem.
Nie pomyl smardzów z niebezpiecznym grzybem
Zanim jednak wyruszymy na poszukiwanie smardzów, warto pamiętać o tym, że jest on bardzo podobny do innego, trującego grzyba. Prawdziwy smardz jest wewnątrz całkowicie pusty, a główka ma kształt stożkowaty, z głębokimi jamkami, który układem przypomina pszczeli plaster.
Należy go bezwzględnie odróżnić od piestrzenicy kasztanowatej, która jest silnie trująca i może prowadzić do tragicznych w skutkach zdarzeń. Piestrzenica ma trzon od białawego do bladoszarego. Jej środek jest wypełniony miąższem tworzącym nieregularne szczelinki.
Doświadczeni grzybiarze zalecają, aby każdy znaleziony okaz dokładnie obejrzeć i w razie najmniejszej wątpliwości zrezygnować ze zbioru, bo nawet najwyższa cena na skupie nie jest warta ryzykowania zdrowia.
Komentarze (0)