Strzyżewice to niewielka miejscowość w gminie Kluki. Spokojna okolica, otoczona lasami i łąkami, która świetnie nadaje się na spacery i wypoczynek. Ze względu na swoje walory krajobrazowe część obszaru położona jest w strefie „Natura 2000”. Trudno więc się dziwić mieszkańcom, którzy nerwowo reagują na gminne plany związane z tą okolicą. To tutaj ma powstać strefa infrastrukturalna, co zdaniem mieszkańców, umożliwi budowę biokompostowni. Co prawda, oficjalnie inwestor do gminy się jeszcze nie zgłosił, ale... obawy narastają.
- Mieszkańcy czują realne zagrożenie dla swojego zdrowia, środowiska i przyszłości. W sprawie lokalizacji biokompostowni złożono petycję podpisaną przez ponad 450 mieszkańców, a mimo to ich głos nie jest brany pod uwagę i to tylko zwiększa niepokój – mówi Mirosław Owczarek, radny gminy i mieszkaniec Strzyżewic.
Nie chcą strefy i biokompostowni
Jak podkreśla, obawy nie są bezpodstawne. W sierpniu 2025 roku powstał "Plan gospodarki odpadami dla województwa łódzkiego do 2036 roku”, w którym wprost wskazano biokompostownię o przerobie 60 tysięcy ton odpadów rocznie, z lokalizacją w gminie Kluki.
- Mieszkańcy boją się przede wszystkim zagrożenia zdrowia. Biokompostownia o tej skali to emisje odorów, bioaerozoli, bakterii i potencjalnych pozostałości antybiotyków niesionych w biaerozolu. Mówimy o terenach rolniczych i sadowniczych – kto kupi jabłka z regionu, który będzie kojarzony z przemysłową przeróbką odpadów? Co mają zrobić rolnicy i sadownicy, którzy utrzymują swoje rodziny z pracy na tej ziemi? – pyta Mirosław Owczarek.
Mieszkańcy Strzyżewic, ale także okolicznych miejscowości mówią wprost: tak ogromna inwestycja nieodwracalnie zmieni krajobraz. Ich zdaniem powstanie strefy, to dziesiątki ciężarówki dojeżdżających lokalnymi drogami. Uciążliwości związane z działalnością zakładu to tylko jeden z wskazywanych przez nich problemów. Sąsiedztwo tak dużej infrastruktury przeróbki odpadów spowoduje spadek wartości sąsiadujących nieruchomości, co w żaden sposób mieszkańcom nie zostanie zrekompensowane. Wiele osób pobudowało domy w tej okolicy, przeznaczając na to oszczędności całego życia. Dziś zwyczajnie nie chcą mieć za przysłowiowym płotem zakładów przemysłowych.
Mieszkańcy składają protest
Piotr Zaremba stoi na czele Komitetu Społecznego „Czysty Region” i jest mieszkańcem Woli Kruszyńskiej, gdzie od lat prowadzi działalność spóła Eko-Region zajmująca się wywozem i segregacją odpadów. W tej miejscowości działa stacja przeładunkowa. Przyznaje, że obawy mieszkańców nie biorą się znikąd i nie chcą oni „powtórki z rozrywki”, a wynikają one z gminnych zapowiedzi utworzenia strefy infrastrukturalnej, a także wniosku, jaki złożono w wojewódzkim planie gospodarki odpadami.
- To są tereny, gdzie są łąki, pola uprawne i jest bardzo dużo dzikiej zwierzyny, w tym dużej populacji żurawia, która jest pod ścisłą ochroną w kraju. Granica planowanej strefy infrastrukturalnej w linii prostej jest w odległości ok. 950 metrów od Obszaru Chronionego Doliny Widawki – mówi Piotr Zaremba z Komitetu Społecznego „Czysty Region”.
Jak dodaje, wójt gminy Kluki wpisał w plan ogólny strefę infrastrukturalną na powierzchni 33 ha, na ternie miejscowości Strzyżewice i Parzno Lesisko. Jako mieszkańcy złożyli protest przeciwko powstaniu wspomnianej strefy.
- Gdyby ta strefa weszła w życie, to jest możliwość przeprowadzenia takiej inwestycji, jak na przykład budowa biokompostowni na tym terenie. Na dziś nie jest to przesądzone, ale utworzenie takie strefy znacznie to ułatwi, stąd tak wielkie obawy ze strony mieszkańców – mówi Piotr Zaremba.
Mieszkańcy zwracają też uwagę na kwestie formalne. Jak twierdzą, w planie ogólnym wykreślono zapis o obowiązku przeprowadzenia pełnej strategicznej oceny oddziaływania na środowisko.
- To oznacza, że mieszkańcy konsultują dokument niepełny, a brak takiego zapisu w akcie prawa miejscowego może w przyszłości utrudnić lub wręcz uniemożliwić skuteczne odwołania, chociażby na etapie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. W mojej ocenie to otwarcie furtki nie tylko dla biokompostowni, ale również dla każdej innej uciążliwej działalności w innych częściach gminy – twierdzi Mirosław Owczarek.
W sprawę zaangażowała się również radna powiatowa PiS - Karolina Pawełoszek, która jest mieszkanką gminy.
- Niepokój mieszkańców wynika przede wszystkim z braku transparentnych informacji na temat powstającego planu ogólnego gminy kluki i powstającej w niej strefy infrastrukturalnej w obrębie Parzno-Lesisko oraz Strzyżewice. Czuję się zobowiązana do reprezentowania interesów gminy Kluki i dbania o to, aby każda inwestycja odbywała się z poszanowaniem prawa i dobrostanu mieszkańców – mówi Karolina Pawełoszek.
Co na to wójt gminy?
Grzegorz Gryczka, wójt gminy Kluki, odpowiadając na zarzuty protestujących, stwierdził, że obecnie przygotowywany jest plan ogólny gminy, który ma zostać uchwalony przez radę w lutym tego roku. Jak zaznacza, urząd zaplanował trzy miejsca na inwestycje: w Klukach, Trząsie i właśnie w Strzyżewicach, gdzie przeznaczonych na ten cel ma być ok. 30 hektarów. Włodarz gminy dementuje również pogłoski o planowanym w tym miejscu składowisku odpadów.
- Nie ma takiej możliwości, aby powstało tam składowisko odpadów – nie ma i nie będzie na to zgody z mojej strony, tym bardziej, jak to głoszą niektórzy mieszkańcy Gminy Bełchatów, na 30 ha. – zaznacza wójt Gryczka.
Podkreśla również, że na chwilę obecną do urzędu Gminy Kluki nie wpłynął żaden wniosek od jakiegokolwiek inwestora.
- Natomiast jeżeli wniosek wpłynie od poważnego inwestora to podejmę rozmowy po to, aby do inwestycji doszło na warunkach określonych przez gminę, które określiłby Zintegrowany Plan Inwestycyjny – mówi Grzegorz Gryczka.
Wójt zapytany o konsultacje z mieszkańcami w tej sprawie zaznacza, że w chwili obecnej, gdy szykowany jest plan ogólny gminy, to one cały czas są prowadzone i każdy może przyjść i dowiedzieć się o tych planach i zgłosić swoje uwagi. Jak dodaje, jeśli miałaby w Strzyżewicach powstać biokompostownia, to z korzyścią dla gminy i z minimalnym oddziaływaniem na środowisko i wpływem na komfort życia mieszkańców. Jak zapewnia, gmina zgodziłaby się na inwestycję tylko w przypadku, gdy inwestorem byłaby firma z sektora publicznego oraz gdyby to była instalacja z najwyższej technologicznej półki, hermetycznie zamknięta na każdym etapie przetwarzania – w pełni ekologiczna, a takie już w kraju powstają.
Wójt odniósł się też do petycji podpisanej przez 450 osób, którą złożono w radzie gminy. Jak mówi, podczas grudniowej sesji rady gminy została ona uznana za bezzasadną przez zdecydowaną większość radnych. Według wójta z mieszkańcami należy podejmować dyskusję o konkretach, a nie o domysłach.
- Nie mamy żadnego wystąpienia jakiegokolwiek inwestora, żeby móc się do tego ustosunkować. Jeśli inwestor wystąpi z wnioskiem, to wtedy podejmiemy rozmowy na temat instalacji, sposobu montażu, inwestycjach uzupełniających. Mogę obiecać, że z konkretami wyjdę do mieszkańców i rzetelnie sprawę omówię. Wtedy będzie dobry moment, aby mieszkańcy wypowiedzieli się w tym temacie. Dziś ich protest nie ma formalnych przesłanek, bo nie ma żadnych decyzji – zaznacza wójt Gryczka
Komentarze (0)