reklama

Markety niszczą lokalny handel pod cmentarzem. Kupcy boją się o przetrwanie, a klienci „targują o każdy grosz”

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Markety niszczą lokalny handel pod cmentarzem. Kupcy boją się o przetrwanie, a klienci „targują o każdy grosz” - Zdjęcie główne
Autor: Poglądowe

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WydarzeniaDzień Wszystkich Świętych zbliża się wielkimi krokami. Już za chwilę cmentarne alejki wypełnią się po brzegi. Niezmiennie święto zmarłych jest okazją na najlepszy zarobek dla kupców zajmujących się sprzedażą kwiatów i zniczy. Okazuje się jednak, że choć na pierwszy rzut oka z każdym dniem przy lokalnym cmentarzu pojawia się coraz więcej potencjalnych klientów, mali przedsiębiorcy przegrywają walkę z sieciami handlowymi. Sprzedawcy mówią też o braku solidarności wśród mieszkańców i zastanawiają się nad zamknięciem swoich biznesów. Czy już niedługo przycmentarne stragany opustoszeją i dlaczego jedni liczą straty, a inni z optymizmem patrzą w przyszłość?
reklama

Uroczystość Wszystkich Świętych już za kilka dni. W związku z tym większość Polaków w pośpiechu biega po sklepach w poszukiwaniu zniczy i kwiatów. W dekoracje niezmiennie można zaopatrzyć się również na straganach przy bełchatowskim cmentarzu.

Okazuje się jednak, że w tym roku część kupców mówi o dużych zmianach w ilości klientów i na kilka dni przed świętem zmarłych liczą straty. Jako przyczynę tego problemu upatrują markety i promocje oferowane przez duże dyskonty. To jednak nie wszystko. Wypowiedzi kupców i sprzedawców oferujących znicze oraz kwiaty tuż przy nekropolii rzucają gorzkie światło na zmieniające się nawyki mieszkańców. Co ciekawe, jednak zaledwie kilka kroków dalej nastroje są zupełnie inne. Co dzieje się przy bełchatowskim cmentarzu?

reklama

Nierówna walka lokalnych przedsiębiorców z dyskontami

Rozmawiając ze sprzedawcami, którzy od lat pracują przy głównej bramie bełchatowskiego cmentarza, można zauważyć smutną rzeczywistość. Na kilka dni przed świętem zmarłych przy nekropolii nie ma bowiem dużego ruchu, a klienci nie garną się do zakupu dekoracji na groby. Kupcy zauważają jeden główny powód takiej sytuacji. Są to markety.

- Jest pięćdziesiąt procent tego, co rok temu, ale wszyscy idą teraz do marketów. Myślę, że już będę z tego rezygnować, jestem na emeryturze, ale przychodziłam jeszcze, bo wiadomo, jak człowiek w domu siedzi to gnuśnieje, ale to już nie ma sensu – mówi nam jedna ze sprzedawczyń, która swój biznes przy cmentarzu prowadzi od lat.

reklama

W tej opinii wtóruje jej również koleżanka z sąsiedniej budki, która też nosi się z myślą o zamknięciu swojego biznesu.

- Już w zeszłym roku i poprzednim było źle, a teraz jest jeszcze gorzej, ale niech więcej marketów sprzedają, to na pewno uda im się wykończyć lokalnych przedsiębiorców. Nikt teraz już nie patrzy na jakość. Co z tego, że nasze znicze palą się dwa razy dłużej niż te z marketów. Ważne, że w Biedronce jest 2+1, kupią takie byle taniej, żeby stało i już – wyjaśnia kobieta.

Zmiana pokoleniowa i brak szacunku dla ciężkiej pracy

Sprzedawczyni przyczyn kryzysu przycmentarnego handlu upatruje również w zachowaniu samych klientów. Jak zaznacza, coraz mniej osób obchodzi święto zmarłych.

reklama

- Ogólnie na cmentarzu pojawia się mniej ludzi, nie tylko teraz przed świętem. Młodzi nie są zainteresowani grobami. To pokolenie, które przywiązywało do tego wagę, już powoli się kończy, a ich dzieci już na cmentarz nie przychodzą – zauważa właścicielka przycmentarnej budki.

Wspomina również o innym bardzo poruszającym problemie, jakim jest brak szacunku klientów do ich pracy, a także wygórowane wymagania.

- U nas jest bardzo specyficzny rynek, bo albo chcą wszystko najtaniej, albo wręcz w drugą stronę, nie kupują w marketach i u nas tylko jeżdżą na zakupy np. do Łodzi, bo liczy się prestiż – relacjonuje.

Kobieta zauważa dysproporcję w zachowaniu klientów, a tym na jakim poziomie żyją na co dzień.

reklama

- W Bełchatowie ludzie nie szanują pracy innych. Przychodzą, kupują wiązankę za 25 zł i jeszcze się targują, żeby tę piątkę opuścić. Pod cmentarz podjeżdżają nowiutkimi samochodami, a my rowerami jeździmy i tak to wygląda – podsumowuje smutne realia sprzedawczyni.

Kilka kroków i dwie bramy dalej jest zupełnie inny świat

Co ciekawe, nie wszyscy handlarze mają powody do narzekania. Jest wręcz przeciwnie. Inni sprzedawcy zaznaczają, że nie mają nawet czasu na chwilę odpoczynku, ponieważ cały czas przychodzą do nich nowi klienci.

- Tak jak co roku jest bardzo duże zainteresowanie. Wiadomo, jeżeli mamy się porównywać z marketami to trzeba się obronić jakością. Mamy najlepsze gatunkowo kwiaty, nowe wzory, bo takie lepsze dekoracje muszą być trochę bardziej wyszukane, ale takie za 25 zł też mamy, także każdy znajdzie coś dla siebie. Mam też dużo stałych klientów, także na brak pracy na pewno nie narzekam – mówi nam właścicielka budki przy bramie obok kaplicy.

Podobne zdanie ma również jej sąsiadka, która spodziewa się, że klientów z każdym dniem będzie więcej.

- Zaczyna się dziać, bo tak to było bardzo spokojnie, ale w porównaniu z poprzednimi latami to jest tak samo, teraz się będzie coraz więcej działo. Markety dużo robią, ale powoli jakoś idzie, nie ma, co narzekać. Jak to mówią, nie można grzeszyć – dodaje sprzedawczyni.

Kobieta nie obawia się też konkurencji marketów. W rozmowie podkreśla, że dekoracje wykonane przez nich mają zupełnie inną jakość niż te sklepowe i właśnie tym się bronią.

- Przede wszystkim jakość, nasze kompozycje są dużo bardziej eleganckie, ale też trwalsze, bo są zalewane cementem, a tam przeważnie w gąbkę wkładają, także lepszy wiatr to porwie – wyjaśnia nam sprzedawczyni.

Wszystko zależy od miejsca, w którym się handluje?

Okazuje się, że prawdopodobnie wszystko zależy od miejsca, w którym prowadzony jest biznes. Potwierdza to właścicielka kolejnej budki, która niedawno przeniosła się na stoisko w pobliżu stacji benzynowej.

- Mam porównanie, jak było osiem lat przy głównej bramie i teraz tutaj. Jest dużo lepiej, a tam przy trzeciej bramie to zawsze mieli znacznie więcej klientów – mówi nam kobieta.

Kupcy, którzy na klientów nie narzekają, podkreślają również, że wszystko zależy też od chęci. Jednak niezależnie, od tego u kogo klienci planują zaopatrzyć się w dekoracje na groby bliskich, powinni pamiętać, że za każdą wiązanką czy zniczem stoi ciężka, fizyczna praca lokalnych przedsiębiorców. W odróżnieniu od dużych sieci handlowych dla nich te parę dni w roku to często jedyna szansa na dopięcie domowego budżetu.

SONDA

Gdzie robisz zakupy przed Dniem Wszystkich Świętych? Wybierasz sklepowe promocje czy jakość lokalnych przedsiębiorców?

Zagłosowało 5 osób
Zagłosuj
Głosy można oddawać od 28.10.2026 od godz 16:09
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo