Kiedy w 2015 roku spółka Słok nabyła od Elbestu tereny nad elektrownianym zbiornikiem wydawało się, że może to być decyzja, która odmieni przyszłość miejsca mającego czasy świetności już za sobą. Pomimo głośnych zapowiedzi o inwestycjach przez 10 lat nie doszło do zapowiadanej rewolucji. Roboty nie posuwały się do przodu, a mieszkańcy nie kryli rozczarowania, krytykując coraz głośniej nowego właściciela. O ile jeszcze przed kilkoma laty były prowadzone prace w ośrodku m.in. wytyczono nowe drogi dojazdowe, wyburzono stare domki, to później na Słoku niewiele się działo.
A plany, jakie ujawniła przed laty spółka, były przecież ambitne. Koncepcja zagospodarowania przestrzennego przewiduje podział terenu na ponad 140 działek. Wydzielono strefy pod domki jednorodzinne, ale powstać mają też apartamentowce oraz zabudowa szeregowa. Zgodnie z zapowiedziami, strefa dawnej niecki przy estradzie, na której dawniej odbywały się koncerty, przewidziana jest pod zabudowę usługową m.in. gastronomię i sklepy, czyli pod obsługę plaży i całego kompleksu.
Prace na Słoku wreszcie ruszą?
Wygląda na to, że po latach oczekiwań nastąpił przełom i konkretne prace na Słoku w końcu ruszą. Spółka ogłosiła bowiem, że rozpoczyna sprzedaż działek pod budowę domków, w których będzie można mieszkać nie tylko latem, ale przez cały rok.
- Wreszcie po wielu latach walki uzyskaliśmy warunki przyłączenia energii elektrycznej i w ostatnich dniach wody z gminy Bełchatów. Tak więc możemy rozpocząć sprzedaż działek na Słoku – mówi Marcin Rzepecki, wiceprezes spółki i współwłaściciel Słoku.
Jak dodaje, inwestycja została podzielona na dwa etapy. W pierwszym ruszy sprzedaż działek pod budowę domków jednorodzinnych na terenach od strony wjazdu na ośrodek z kierunku Bełchatowa. Na sprzedaż wystawiono w sumie 115 działek o powierzchniach od 600 do 2000 metrów kwadratowych. W drugim etapie planowane jest budownictwo wielorodzinne, spółka będzie poszukiwała dewelopera, która wybuduje apartamentowce.
- Mamy uchwalony miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, z którego wynika, że wszystkie domy na Słoku mogą mieć charakter całoroczny, nie muszą być letniskowe. W praktyce oznacza to, że tworzymy nową osadę Słok, w której można zamieszkać na stałe – tłumaczy Marcin Rzepecki.
Co z częścią wspólną dla wszystkich mieszkańców?
Rzepecki tłumaczy, że będzie wyznaczone też miejsce na wypoczynek dla okolicznych mieszkańców. W okolicach niecki, w której przed laty odbywały się koncerty, wytyczone zostały działki pod działalność handlową i usługową. To ma być wspólne miejsce do rekreacji i zabawy.
- Niecka jest przewidziana pod strefę eventową i gastronomiczną. Tutaj nic się nie zmieniło – mówi Rzepecki.
Spółka Słok przyznaje, że zainteresowanie nieruchomościami w ośrodku jest duże, nie tylko z okolic Bełchatowa, ale też z Warszawy, Łodzi, Częstochowy, Sieradza czy Katowic. Mieszkańcy jednak wciąż nie mogą liczyć na plażę i kąpiel w zbiorniku, tak jak to było przed laty. Spółka nie otrzymała bowiem zgody na dostęp do linii brzegowej.
- Umowa wynegocjowana z elektrownią Bełchatów leży od wielu lat na biurku dyrektora elektrowni, ale niestety nic się nie zmienia w tej sprawie – mówi Rzepecki.
Koncern PGE GiEK od wielu lat stoi na stanowisku, że zbiornik Słok jest wyłącznie zbiornikiem technologicznym, który stanowi rezerwę wody uzupełniającej dla Elektrowni Bełchatów, w którym gromadzone są wody ze zlewni naturalnej rzeki Widawki oraz wody pochodzące z systemu odwodnienia Kopalni Bełchatów. Mieszkańcom trudno zrozumieć taką argumentację, bo przez kilkadziesiąt lat na Słoku... było kąpielisko.
Inwestor odpowiada na krytykę
Przez ostatnie lata suchej nitki na inwestorze nie zostawili mieszkańcy. Dla wielu bełchatowian aktualny obraz ośrodka Słok to symbol zmarnowanej szansy. Zburzone lub zaniedbane miejsca, w których kiedyś bawiły się prawdziwe tłumy, przeszywają serce i budzą złość. Wielu bełchatowian miało nadzieję, że po tym jak PGE zrezygnowało ze Słoku, nowy właściciel przywróci mu dawny blask. Przez dziesięć lat niewiele jednak się działo. Dlaczego?
- Ta sprawa jest związana ze mną od dawna. Słok wreszcie startuje i z tego jestem bardzo dumny. Co prawda z opóźnieniem, ale borykaliśmy się z wieloma problemami, które od nas nie były zależne. To na przykład uchwalenie planu zagospodarowania przestrzennego czy warunki przyłączeń mediów. To jest przecież olbrzymi obiekt – tłumaczy Rzepecki.
Falę krytyki, jak wylała się na inwestora, uważa za nieuzasadnioną, a sugerowanie, że Słok celowo doprowadzany jest do ruiny za absurdalne.
- Wszelkie spekulacje dotyczące naszej złej woli są absurdalne. Ktoś inwestuje w nieruchomość i cały czas wykłada na nią pieniądze, aby na niej nie zarobić? Szukałbym racjonalnych argumentów. Ci, którzy byli przeciwnikami i hejtowali, wierzę, że pojawią się na Słoku i kupią sobie działkę – mówi Rzepecki.
Komentarze (0)