Już od 2030 roku ma rozpocząć się wyłączanie bloków w bełchatowskiej elektrowni. Zgodnie z Terytorialnym Planem Sprawiedliwej Transformacji Województwa Łódzkiego ostatni blok 858 MW zakończy swoją pracę w 2036 roku. Ostatnimi czasy jednak coraz głośniej pojawiają się głosy o tym, czy jednostki węglowe nie są wyłączane zbyt szybko i czy nie powinny pozostać na dłużej. Jak niezbędne są dla systemu energetycznego kraju widać było chociażby ostatniej mroźnej zimy, gdy to właśnie elektrownie węglowe wytwarzały zdecydowaną większość energii elektrycznej.
Blackout byłby bardzo kosztowny dla gospodarki
Podczas konferencji prasowej podsumowującej wyniki finansowe Polskiej Grupy Energetycznej kilkukrotnie o energetykę węglową dopytywany był prezes koncernu – Dariusz Lubera. Przyznał, że choć widać na rynku energii wypieranie bloków węglowych z tzw. merit order (zasada, według której na rynku energii elektrycznej pierwszeństwo w sprzedaży mają elektrownie oferujące energię po najniższej cenie), to jednak ostatnia zima pokazała, że ich udział w systemie jest niezbędny.
- Już prowadzimy dialog z odpowiedzialnym za bezpieczeństwo operatorem sieci przesyłowej i zbliżamy nasze stanowiska co do tego, co powinno się zadziać, szczególnie po 2028 roku. Im szybciej zostaną wypracowane rozwiązania, tym sytuacja może być dla nas bardziej jasna i stabilna w tym horyzoncie – powiedział Dariusz Lubera. - Dzisiaj już widać, że szczególnie bloki węglowe nie są elementem gry rynkowej, ale odgrywają istotną rolę w zakresie bezpieczeństwa energetycznego, które też kosztuje – dodał.
Prezes PGE przypomniał o tym, że jedna doba blackoutu w polskiej gospodarce to jest około 40 miliardów złotych straty.
- Więc patrząc na te cyfry i potrzeby związane z bezpieczeństwem energetycznym, to myślę, że pojawi się w miarę szybko rozwiązanie. Czy to będzie mechanizm zimnej rezerwy zimnej czy jakiś inny, to musi się pojawić – stwierdził prezes PGE.
Czy Elektrownia Bełchatów może pracować dłużej?
Podczas konferencji szef koncernu PGE został zapytany również o Bełchatów i węgiel brunatny. Wojciech Jakóbik z podcastu „Energy Drink” zwrócił uwagę, że kryzys irański czy kryzys wywołany inwazją na Ukrainę pokazały, że wydobycie i spalanie węgla brunatnego w takich sytuacjach jest korzystne z punktu widzenia bezpieczeństwa czy nawet ceny energii wytwarzanej w takich źródłach. Zapytał więc prezesa PGE o to, czy takie sytuacje mogą być argumentem za tym, aby bloki węglowe mogły popracować nieco dłużej?
Szef PGE przyznał, że ostatnia zima, gdy wszystkie bloki pracowały w okresie największych mrozów, uświadomiła jedną ważną rzecz.
- Jeśli chodzi o ewentualne zagrożenie blackoutem nie da się w najbliższym okresie czasu bez bloków na węgiel kamienny i brunatny funkcjonować w sposób bezpieczny i one coraz bardziej muszą stać się elementem bezpieczeństwa energetycznego, za które w jakiejś formule trzeba będzie ponieść nakłady – powiedział Dariusz Lubera.
Zaznaczył również, że PGE nie czeka biernie na gotowe rozwiązania, bo sama też podejmuje działania w tym zakresie.
- Funkcjonuje u nas program optymalizacji całego PGE GiEK i też ciężko nad nim pracujemy. W pewnym zakresie możemy powiedzieć, że dostosujemy się do tego, co dzieje się na rynku, ale już dzisiaj wszyscy mają coraz większą świadomość, że musi pojawić się jakiś system wsparcia. Czy to będzie zimna rezerwa czy inny system, to już widać, że jest niezbędny, aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne polskiego systemu w długim horyzoncie – zakończył prezes PGE.
Komentarze (0)