Wygaszanie gigantycznego kompleksu PGE w Bełchatowie (woj. łódzkie) będzie skutkowało likwidacją tysięcy etatów. Transformacja energetyczna regionu oznacza więc walkę o nowe miejsca pracy i inwestycje. Pierwszy blok elektrowni zostanie wyłączony już za kilka lat, bo w 2030 roku. Według wstępnych zapowiedzi produkcja prądu z węgla w Bełchatowie ma zakończyć się już w 2036 roku. To oznacza brak pracy dla tysięcy zatrudnionych w elektrowni i kopalni, a także spółkach zależnych.
Według aktualnych danych PGE GiEK, obecnie w bełchatowskiej lokalizacji pracuje ok. 11 tys. osób. Najwięcej w spółkach zależnych PGE, które działają wokół kompleksu (4210 osób). W Kopalni Bełchatów pracuje obecnie 3835 górników, a w Elektrowni Bełchatów 2490 energetyków. Do tego trzeba jeszcze doliczyć 414 osób zatrudnionych w centrali PGE GiEK, która ma swoją siedzibę w Bełchatowie.
Jacek Kaczorowski, prezes PGE GiEK, przyznaje, że transformacja energetyczna i wygaszanie gigantycznego zakładu to problem znacznie szerszy. Bo to nie tylko kwestia tysięcy miejsc pracy, ale też rodzin pracowników, usługodawców w regionie i wielu współpracujących firm. Olbrzymie zakłady są bowiem nie tylko ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego, ale to również "koło zamachowe" dla całego regionu.
Prezes PGE GiEK: 11 tys. osób to olbrzymi potencjał
Prezes koncernu widzi jednak szansę na uratowanie tysięcy etatów. Uważa, że 11 tysięcy osób zatrudnionych w centrali, kopalni i elektrowni oraz spółkach zależnych to olbrzymi potencjał, który można wykorzystać przy budowie elektrowni jądrowej. Przypomnijmy, że prawdopodobnie w tym roku rozstrzygnie się, czy Bełchatów zostanie wskazany jako lokalizacja dla drugiej elektrowni jądrowej w kraju. Pierwsza ma powstać na Pomorzu. O drugi atom w kraju rywalizują ze sobą natomiast Bełchatów i Konin. Zdaniem Kaczorowskiego załoga kompleksu ma ogromne doświadczenie i jest w stanie podołać każdemu projektowi. Rzeszę pracowników można byłoby wykorzystać więc przy budowie nowej elektrowni.
- Aktualnie zatrudniamy w Bełchatowie 11 tys. pracowników. To jest dziś potencjał, którym dysponujemy, pozwalający na udźwignięcie praktycznie każdego projektu. To Bełchatów zbudował te 12 jednostek klasy 360 MW (w Elektrowni Bełchatów - przyp. red.) i największą kopalnię w tej części świata – przypomina prezes Kaczorowski.
Jak dodaje, podobnie rzecz miała się z blokiem 858 MW, który był pierwszą w kraju jednostką o parametrach nadkrytycznych czy farmą wiatrową na górze Kamieńsk. Kaczorowski zaznacza, że na placu budowy elektrowni jądrowej zatrudnienie możne znaleźć nawet 12 tys. osób.
- Więc potencjał intelektualny pozwala praktycznie na realizację każdego projektu. Biorąc pod uwagę projekt jądrowy, jeżeli mówimy o energetyce wielkoskalowej 3-3,6 GW, na placu budowy może znaleźć zatrudnienie nawet 12 tysięcy pracowników. To jest właśnie ta cyfra, która znajdzie kompensatę na etapie budowy – mówi Jacek Kaczorowski.
Powstaną nowe fabryki?
Jak zaznacza, czas budowy elektrowni jądrowej pozwoli na przeobrażenie obecnego kompleksu i stworzenie na jego terenie nowych inwestycji, które będą mogły skorzystać z obecnej infrastruktury. Prezes PGE GiEK mówi m.in. o fabrykach sztucznej inteligencji.
- Ten czas pozwoli również na wykorzystanie aktywów, którymi dysponują kopalnia i elektrownia, na lokację różnych możliwych przedsięwzięć łącznie z fabrykami sztucznej inteligencji. To wszystko jest przedmiotem prac studialnych, które przygotowujemy dla Bełchatowa i pozostałych lokalizacji pod kątem optymalnego wykorzystania zasobów – mówi Jacek Kaczorowski.
Komentarze (0)