Powiatową drogą w kierunku kompleksu PGE każdego dnia dojeżdżają tysiące pracowników kopalni i elektrowni Bełchatów. Po wielu latach kierowcy doczekali się remontu pierwszego ponad dwukilometrowego odcinka jezdni. W grudniu ub. roku droga została oddana do użytku, jednak radość trwała krótko, bo… do chwili pierwszych mrozów. Na równej nawierzchni asfaltowej pojawiły się wybrzuszenia i nierówności. Kierowcy nie pozostawili „suchej nitki” na wykonawcy drogi, u firmy remontującej jezdnię interweniowało również bełchatowskie starostwo.
- Po oddaniu drogi do użytku okazuje się, że nawierzchnia zaczyna się fałdować i wybrzuszać w niektórych miejscach. Wezwaliśmy firmę do złożenia wyjaśnień i będziemy oczekiwać konkretnych rozwiązań, które firma ma nam zaproponować. – powiedział w styczniu Jacek Zatorski, starosta bełchatowski.
Dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Bełchatowie zapewniał z kolei, że podczas odbioru drogi nie było żadnych zastrzeżeń i problemów. Te pojawiły się wraz z pierwszymi mrozami.
- Okazało się, że w miejscach wykonania przełomów powstały wysadziny, podniosło nawierzchnię. Firma została poinformowana i wezwana do przygotowania planu naprawczego, w tej chwili trwają analizy, dlaczego tak się stało i jakie kroki należy podjąć. Problem występuje praktycznie na całym odcinku drogi – mówił Arkadiusz Myśliński, dyrektor PZD.
Starosta Zatorski zaznaczył wówczas, że inwestycja ma 10-letnią gwarancję, w ramach której urząd będzie chciał egzekwować od firmy naprawę drogi. Jak mówi, nie wyobraża sobie sytuacji, że nawierzchnia zostanie naprawiona punktowo i „połatana” w miejscach, gdzie są wybrzuszenia. Zaznaczył, że asfaltowa nawierzchnia ma być jednolita.
Dziś wiadomo już nieco więcej, bo odbyły się rozmowy z wykonawcą inwestycji. Dyrektor PZD przekazał, że choć wraz z ociepleniem problem tzw. „wysadzin" ustąpił i jezdnia wróciła do normy, ustalono konkretny plan naprawczy. Prace, które zakończą się do końca maja, obejmą dziewięć newralgicznych punktów podzielonych na trzy etapy: w trzech miejscach wykonane zostanie odwodnienie wraz z powierzchniowym utrwaleniem pobocza, w kolejnych trzech powstanie samo odwodnienie bez powierzchniowego utrwalenia pobocza, a ostatnie trzy odcinki pozostaną pod obserwacją, co pozwoli porównać skuteczność różnych metod naprawczych.
- Chcemy sprawdzić, jak zachowują się poszczególne przełomy i czy odwodnienie zdaje egzamin. Jest wola współpracy z obu stron w celu rozwiązania problemu. Zależy nam, by droga służyła kierowcom jak najdłużej – mówi Arkadiusz Myśliński.
Komentarze (0)