Przypomnijmy, że w czwartek, 19 lutego, na ulicy Czaplinieckiej w Bełchatowie doszło do mrożącego krew w żyłach zdarzenia. Chwilę po godzinie 13:00, samochód ciężarowy uderzył w wypełnioną pasażerami emzetkę, i przepchnął ją na stojące z tyłu pojazdy.
W wypadku rannych zostało osiem osób. Wszyscy trafili do szpitali w Bełchatowie i Piotrkowie Trybunalskim. Na miejscu działali strażacy, kilka zespołów ratownictwa medycznego i policja. Okazuje się jednak, że jeszcze przed przyjazdem służb do bohaterskiej akcji ratunkowej ruszyli nauczyciele oraz uczennice II Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Kochanowskiego w Bełchatowie. Dzień po wypadku relacjonują, dlaczego zdecydowali się ruszyć z pomocą, jak wyglądały ich działania, a także co działo się w pierwszych chwilach po karambolu.
Ruszyli z pomocą bez chwili zastanowienia
Panie Marlena i Gabriela, a także panowie Maciej oraz Arkadiusz, to czterech nauczycieli, którzy bez zastanowienia pospieszyli z pomocą osobom poszkodowanym w wypadku. Jako pierwszy na miejsce zdarzenia ruszył Maciej Bukowy, nauczyciel wychowania fizycznego, który rozpoczął udzielanie pomocy najciężej poszkodowanej kobiecie, kierującej autobusem miejskim.
- Akurat kończyłem pracę, usłyszałem huk, wybiegłem z samochodu i zobaczyłem zakleszczoną panią kierowcę autobusu. Pierwszą myślą było „co tu robić”, czy zostawić tę panią, czy pomagać, żeby nie zrobić większych szkód, ale autobus zaczął syczeć i wydawać dziwne dźwięki – mówi w rozmowie z naszym portalem Maciej Bukowy.
Jak dodaje, później okazało, się, że autobus miał napęd elektryczny, więc nie wiadomo, co mogłoby się stać, gdyby kierująca pozostała w rozbitym pojeździe.
- Zapadła decyzja, żeby jednak wyciągnąć tę panią spod kierownicy. Użyłem bardzo dużo siły, żeby tę kierownicę odciągnąć, pomógł mi pan, który był przechodniem, albo kierowcą i wyciągnęliśmy panią na chodnik. Zabezpieczyliśmy, żeby dalej nic jej się nie stało – relacjonuje Maciej Bukowy.
W tym samym czasie z pomocą ruszyli kolejni nauczyciele z „Kochanowskiego”, a także dwie uczennice, które również znajdowały się na parkingu szkoły, gdy doszło do wypadku.
- Byłam na skrzyżowaniu i zadzwoniłam do pani Głowackiej, poinformować co się stało. Ruszyłam do kierowcy TIR-a, ale widziałam, że na miejscu są mężczyźni i wiedziałam, że oni świetnie sobie poradzą z pierwszą pomocą, więc zaopiekowałam się kierującą. W międzyczasie zaopiekowałam się też uczniem sąsiedniej szkoły z pompą insulinową, który również brał udział w zdarzeniu. Kontrolowałyśmy, czy ktoś jeszcze potrzebuje pomocy, czy brał udział w wypadku – mówi Gabriela Politańska.
Jedną z bohaterskich osób, była również wicedyrektor „Kochanowskiego”, Marlena Głowacka, która jest świetnie przeszkolona z zachowania w sytuacjach kryzysowych, ponieważ na co dzień uczy młodzież właśnie udzielania pierwszej pomocy.
- To jest instynkt, taki ludzki odruch, że w takich sytuacjach udzielamy pierwszej pomocy. Byłam na miejscu zdarzenia, interesowałam się poszkodowanymi, którzy mieli rany. Ważne było, żeby te osoby miały założone opatrunki i miały osobę, do opieki, która będzie nadzorowała ich stan zdrowia do momentu przybycia służb medycznych. Stale czuwaliśmy nad stanem poszkodowanych – relacjonuje Marlena Głowacka.
Do działania ruszył też Arkadiusz Stawiarski, psycholog z II LO, który zaopiekował się 70-letnim kierowcą samochodu ciężarowego.
- Będąc na korytarzu, zauważyłem panią wicedyrektor Głowacką, która biegnie z apteczką. Podała mi ją, powiedziała, co się stało i że mam pomóc. Jak dobiegłem na miejsce, to już pan Bukowy był przy kierowcy TIR-a, pomagał mu kierowca innego samochodu, albo przechodzień. Ja zostałem z tym mężczyzną i zabezpieczaliśmy kierowcę. Wyciągnęliśmy go i czekaliśmy na przyjazd służb. Po chwili nadjechała straż pożarna i pogotowie – relacjonuje Arkadiusz Stawiarski.
Uczennice „Kochanowskiego” nie bały się pomagać
Okazuje się, że II LO może pochwalić się nie tylko bohaterskimi i świetnie przygotowanym nauczycielami, ale także uczennicami, które nie boją się ruszyć z pomocą. Tuż po wypadku, do poszkodowanych ruszyły bowiem Sara i Natalia.
- Dopiero skończyłyśmy lekcje i stałyśmy przy samochodzie na parkingu. Wtedy usłyszałyśmy huk. Nie widziałyśmy całego wydarzenia, tylko od razu tam pobiegłyśmy. Pan Bukowy przed nami pędził do emzetki, więc my zajęłyśmy się osobami, które same wysiadły. Była tam babcia z chłopcem i jeszcze inna starsza pani. Razem zobaczyłyśmy, czy chłopiec jest cały. Natalka została z panią z dzieckiem, a ja poszłam do kolejnej – mówi Sara Semeniuk.
- Myślę, że zachowałyśmy bardzo duży spokój, bo chłopiec był wystraszony i starałyśmy się go jak najbardziej uspokoić. Myślę, że przez to wszystko poszło sprawniej – opowiada Natalia Wróblewska.
Dziewczyny zaznaczają, że wiedziały jak postępować, dzięki wicedyrektor Głowackiej, która przygotowała je do takich sytuacji podczas lekcji, a także organizowała różne akcje związane z pierwszą pomocą. Zachęcają również swoich rówieśników do działania w sytuacjach, które tego wymagają.
- Warto pomagać. Jeżeli nie jesteśmy psychicznie gotowi na to wszystko, co się stało, to warto podejść, zapytać się, może ktoś inny podejdzie i pomoże – mówi Natalia.
Zarówno uczennice, jak i nauczyciele podkreślają też, że nie tylko oni włączyli się w udzielanie pierwszej pomocy. Dużym zaangażowaniem wykazali się też kierowcy i świadkowie wypadku.
- Nawet kiedy był moment zjeżdżania tej emzetki, to panowie od razu ruszyli, żeby ją zatrzymać. Wtedy służby już dojeżdżały na miejsce, ale nie zdążyli, jeszcze zablokować pojazdu. Więc kierujemy też duże podziękowania do wszystkich uczestników, którzy nie stali biernie, tylko pomagali – mówi Gabriela Politańska.
Bohaterzy z „Kochanowskiego” nagrodzeni
Wyjątkowa postawa wychowanków i pracowników szkoły nie umknęła również Starostwu Powiatowemu w Bełchatowie, które jest organem prowadzącym placówkę. Dzień po zdarzeniu, członek zarządu powiatu, Marek Jasiński, spotkał się ze wszystkimi bohaterami i wręczył im pamiątkowe listy gratulacyjne oraz upominki w ramach podziękowania za świetną reakcję i gotowość do niesienia pomocy.
- Chciałem wam przede wszystkim pogratulować odwagi, bo tak naprawdę wielu z nasz przechodzi kursy pierwszej pomocy, ale niewielu się na to zdobywa. Żeby zrobić ten pierwszy krok i pomagać w sytuacji kryzysowej, dużego zagrożenia, jakim był ten wczorajszy wypadek, potrzeba odwagi, a także umiejętności opanowania i takiej wewnętrznej empatii dla drugiego człowieka, dla osób potrzebujących. Dlatego z całego serca chciałem wam podziękować – mówił Marek Jasiński.
Upominki dla uczennic przygotowała również dyrekcja placówki.
Komentarze (0)