Reklama

Reklama

Rzucili wszystko i ruszyli w podróż dookoła świata. Małżeństwo z Bełchatowa spełniło marzenia [FOTO]

Opublikowano: sob, 28 maj 2022 14:20
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wydarzenia Bełchatowianie Ewelina Ferek i Michał Kowalski przez lata mieszkali w Londynie. Postanowili jednak zmienić swoje życie i... wyruszyć w podróż dookoła świata. Najdalsze i najpiękniejsze zakątki kuli ziemskiej ich oczami można oglądać na filmach, które wspólnie tworzą. Zgodnie przyznają, że podróż to spełnienie marzeń, ale też zmieniła ich samych...

Reklama

Wulkan Gunung Batur – najsłynniejsza góra Bali i jeden z najpiękniejszych punktów widokowych na świecie. Słońce nieśmiało przedziera się i powoli wznosi nad horyzont. Niebo, które jeszcze przed chwilą było spowite nocą, nagle zaczyna nabierać kolorów. Począwszy od fioletu, przez różowy, rdzawy aż do złocistych promieni. Widok odbiera mowę. Wokół rozpościerają się malownicze przestrzenie tej indonezyjskiej wyspy. Zielone wzniesienia, pobliskie jezioro Batur i setki małych domków wioski u podnóża wulkanu. Delektując się pozornie błogą ciszą, w oddali można usłyszeć budzących się do życia mieszkańców, odgłosy skuterów i… piejące koguty. Grupce osób, która napawa się tym niesamowitym widokiem, towarzyszą spacerujące małpki.

Na szczycie wulkanu siedzą ci, którzy właśnie spełnili jedno ze swoich wielu marzeń. Wśród nich dwójka bełchatowian: Ewelina i Michał. Żeby dostać się na szczyt przed wschodem słońca musieli wstać o pierwszej w nocy i w ciemnościach wspinać się z przewodnikiem do tego niezwykłego miejsca. 

- Gdy brałam łyk ciepłej herbaty, rozglądając się wokół, to pomyślałam: dlaczego nie wcześniej? Tak długo myśleliśmy o tym, że fajnie byłoby wybrać się w podróż wokół całego globu, bo przecież wiele osób o tym marzy – zdradza Ewelina Ferek, nie kryjąc wzruszenia.  – Nam się udało – dodaje.

Michał przywołując uczucia, jakie towarzyszyły mu na Gunung Batur, przyznaje, że pierwsze co poczuł – to satysfakcję i spełnienie. 

- Pomyślałem, że… o to właśnie walczyłem przez ostatnie lata mojego życia – mówi Michał Kowalski.

Chłopak z Binkowa i dziewczyna z Dolnośląskiego w Londynie

Latem ubiegłego roku wspólnie postawili wszystko na jedną kartę. Zrezygnowali z dotychczasowej pracy, sprzedali to co mieli, zebrali oszczędności i wyruszyli w podróż dookoła świata. Swoją wyprawę zaczęli pokazywać w internecie. Na każdym kroku towarzyszy im kamera, z którą Michał praktycznie się nie rozstaje. Tak powstały na youtube kanały: W obiektywie oraz Audio Travels.

Michał przyznaje jednak, że zanim doszedł do tego momentu, upłynęło sporo czasu. Kiedy w 2004 roku wyjechał do Anglii, miał tam zostać tylko przez pół roku, ostatecznie w Londynie spędził aż 17 lat. O sobie mówi, że „zawsze będzie chłopakiem z Binkowa”. Ewelina przez 24 lata mieszkała na Dolnośląskim. 

- Pamiętam, że poznaliśmy się w „Esce”, a później Michał wyjechał do Anglii. Po skończeniu studiów dojechałam do niego i tak jesteśmy razem do tej pory – mówi Ewelina.

Przez lata poświęcili się pracy w Londynie. Najpierw w mniejszych firmach, później były to korporacje. Michał działał w branży meblarskiej, dorabiał też kamerując na weselach. Ewelina z kolei pracowała w firmie jubilerskiej. 

- W Polsce nie było wulkanów i wielu rzeczy, ale też kasy nie było. Dlatego wyjechaliśmy. W pewnym momencie pomyśleliśmy jednak, że życie ucieka i trzeba coś zrobić. Tak w naszych głowach zrodził się pomysł podróżowania – wyjawia Michał.

Niebiańskie plaże, upał i... zupa z Okry

Jak przyznają, marzenie o podróży po świecie kiełkowało w ich głowach od wielu lat. Michał podglądał kolejnych youtuberów, relacjonujących podróże z różnych zakątków globu. Wspólnie pojechali na wycieczkę do Gruzji czy Islandii, gdzie podglądali innych twórców jak ci tworzą swe materiały. W końcu doszli do wniosku, że też mogą coś takiego stworzyć i połączyć przyjemne z pożytecznym – podróżować i jednocześnie kręcić filmy podróżnicze. 

Decyzję podjęli już 4 lata temu. Jednak w podróż wyruszyli dopiero latem ubiegłego roku po tym jak plany pokrzyżowała pandemia. Gdy świat znów zaczął się otwierać, pozałatwiali sprawy w Londynie i przyjechali do rodziny w Bełchatowie. Ale tylko na chwilę. Z rodzinnego miasta planowali wyruszyć w świat.  Na początek zamiast Indonezji, w której ze względu na COVID-19 zamknięto granice, wybrali Karaiby, a dokładnie Curacao

- Pomyśleliśmy, że nigdy nie byliśmy na Wyspach Karaibskich, dlatego to była doskonała okazja, aby zobaczyć, co się tam kryje. Kojarzyliśmy je z relacji innych lub choćby z piosenek z lat osiemdziesiątych mówiących o Arubie czy Jamajce. Samo Curacao znaleźliśmy trochę przypadkiem, zwyczajnie patrząc na mapę, a później sprawdzając co ta zagadkowa wyspa w sobie kryje – mówi Ewelina.

Spakowali potrzebne rzeczy i sprzęt do nagrywania, aby w sierpniu wyruszyć w podróż swojego życia. Plan był ambitny. W ciągu kilku lat zwiedzić świat i pokazać „po swojemu” na nagraniach najciekawsze zakątki na kuli ziemskiej. 

- Nie chcemy się ścigać na ilość odwiedzonych krajów, ale bardziej zagłębić w lokalną kulturę i cudowne miejsca. Na pewno nie zależy nam na pośpiechu – zapewnia Michał. Dlatego też w każdym miejscu planują spędzić przynajmniej kilka tygodni.

Curacao przywitało ich ogromnymi upałami, ale też czystą lazurową wodą, pięknymi krajobrazami i piaszczystymi plażami. Temperatura sięgała 40 stopni Celsjusza, a w aucie było… jak w mikrofalówce, bo klimatyzacja zwyczajnie nie dawała sobie rady z ogromnymi temperaturami. Filmy kręcili z samego rana, a później był czas na odpoczynek i relaks. 

- Szybko przekonaliśmy się, że przygotowanie reportażu i profesjonalnego filmu jest bardzo trudne, także fizycznie. To była ciężka praca. Wstawaliśmy o piątej rano, aby wyrobić do godz. 11, bo później było już ciężko wytrzymać na dworze – śmieje się Michał.

Ewelina szybko dodaje jednak, że dawało to także czas odpoczynek i delektowanie się pięknem Karaibów. 

- Kraj sam w sobie jest piękny. Wiedzieliśmy, że można spodziewać się czystej krystalicznej wody i pięknych krajobrazów. Ale to chyba jeszcze bardziej zaskakuje na miejscu, jak pływa się w tej czystej i ciepłej jak zupa wodzie. Absolutnie to było cudowne – mówi Ewelina. - Było różnorodne, dziwi mnie, że nikt o Curacao nic nie wie, trudno znaleźć informacje o niej w przewodnikach, wydaje się taką nieodkrytą wyspą – dodaje. 

 

 

Szybko nawiązali też znajomości. Właściciele hoteliku, w którym zatrzymali się na miesiąc,  pomagali się rozgościć i pokazywali też bardziej nieodkrytą stronę pięknej wyspy. Ta zaskakiwała też odmienną kulturą i miejscowymi kulinariami. Michał do dziś wspomina zupę z Okry (roślina – przyp. Red.), która przypominała po części polski rosół, a także „flaczki”. Dodatkowo była jednak nieco bardziej glutowata. Śmieje się i przyznaje, że na samo wspomnienie o tym daniu, tylko nim… wstrząsa. 

"Tutaj jest Paradise" czyli spotkanie z rodakiem z Nowego Jorku

Bełchatowianie na swoich filmach pokazali też sąsiednią wyspę Aruba, która jak przyznają, była przeciwieństwem Curacao – taką „karaibską” Florydą. Większe plaże, bogatsze hotele i rzesze turystów. To tam nad brzegiem oceanu spotkali rodaków z Nowego Jorku. Starszy pan po sześćdziesiątce, pływający obok nich w oceanie, klimat Aruby podsumował w jednym zdaniu swoim dźwięcznym nowojorskim akcentem: „Tutaj jest Paradise”.

- I jest w tym wiele prawdy – śmieje się Michał.

Po Karaibach w końcu przyszedł czas na Indonezję. Podróżnicy z Bełchatowa przenieśli się więc praktycznie na drugi koniec świata. Musieli pokonać 23 tysiące kilometrów, a lot samolotem trwał w sumie 32 godziny. Pierwszych dni pobytu w Dżakarcie miło wspominać jednak nie będą. Zabrano im paszporty i skierowano na kwarantannę do rządowego hotelu, w którym czuli się trochę jak... w więzieniu. 

- W pokoju spędziliśmy pięć dni bez możliwości wyjścia na zewnątrz. To była dla nas trochę trauma. To było zderzenie z nową rzeczywistością, jedzeniem, zapachami i trudnością w komunikacji. Pomimo naszej motywacji, powietrze z nas trochę uszło – wspomina Michał.

Później było już tylko lepiej. Dotarli w końcu na Bali. Wyspa przywitała ich bajkowym krajobrazem i cudownymi miejscami, które można zobaczyć na nagranych filmach. Michał i Ewelina przyznają, że swój czas dzielą pomiędzy pracę i poznawanie miejscowej kultury, ludzi i zwyczajów. Nie tylko filmują, ale jak podkreślają, chcą poznać klimat tego miejsca. Eksplorują kolejne wyspy. Jest też czas na surfowanie po oceanie czy nurkowanie. 

To co ich zaskoczyło, to rozwarstwienie społeczne. Poznali mężczyznę, który sprząta pokoje hotelowe. Powiedział, że miesięcznie zarabia 500 tys. rupii, co w przeliczeniu na polską walutę to 137 zł miesięcznie. Dla podróżników to był szok gdyż niemalże tyle płacili za noc w tymże hotelu.

- Bo jak za taką kwotę można wyżywić rodzinę? - pyta Ewelina.

Indonezja to inny świat, który zachwyca i... uczy pokory

Bełchatowianie przyznają, że kilka miesięcy spędzonych w Indonezji, nauczyło ich też doceniać tak prozaiczne w zachodnim świecie rzeczy jak m.in. ciepła woda, pralka czy inne dobra. Jak mówią, pobyt w tym zupełnie obcym dla nich świecie, bardzo ich „upokarnia”. Łapią dystans do życia. 

- Przyjaciel powiedział mi, Azja to cię przeżuje i wypluje. Całe szczęście chyba jednak mnie jeszcze nie przeżuła – śmieje się Michał.

Pobyt na indonezyjskich wyspach to również znajomości z innymi przybyszami ze świata, ale też z miejscowymi. 

- Z tymi imionami na Bali to jest niezła historia, bo okazuje się, że jest ich niewiele i często się powtarzają. Można się w tym pogubić– opowiada Ewelina.

Najpopularniejsze imię to Wayan, które nadaje się dla pierworodnych dzieci. Ewenualnie mogą to być Putu, Gede lub Ni Luh. Drugie dziecko nazywane jest Made, co oznacza „środkowy”. Choć można je nazwać też Nengah, Ngurah lub Kadek. Dla trzeciego dziecka zarezerwowane są imiona Nyoman lub Komang. Czwarte zawsze to musi być Ketut co oznacza „mały banan” czyli najmniejszy banan na końcu kiści. A co jeśli pojawi się kolejne dziecko w rodzinie? To musi być nazwane jak to pierwsze. 

- Nasz kierowca przewodnik nazywa się Made i bardzo się z nim zaprzyjaźniliśmy. Ostatnio zaprosił nas nawet na kolację do swojego rodzinnego domu i zwiedzanie plantacji bananów – opowiada Michał.

Michał i Ewelina na Indonezji nie zamierzają jednak poprzestać, choć jak przyznają, bardzo im się tutaj spodobało. Przez kolejne trzy lata chcą zwiedzić najdalsze zakątki świata. W planach na kolejny rok jest USA, Indie, Wietnam, Kambodża oraz Tajlandia. Później chcą jechać dalej i przemierzać kolejny kontynent, okazjonalnie wpadając do Bełchatowa do rodziny lub na prelekcje w lokalnym MCK.

Podróżnicy z Bełchatowa zdradzają, że przez ostatnie miesiące wiele nauczyli się o sobie i wiedzą, że ta podróż zmienia ich wewnętrznie. 

- Podróżowanie otwiera cię, można ewoluować i poszerzać horyzonty. Człowiek pokornieje. Jest to też wyzwanie i otwarcie świadomości na to co dookoła. Przychodzi taka refleksja, że w naszym zachodnim świecie żyjemy w takiej bańce, gdzie mamy bezpieczeństwo i dostępność do wszystkiego. Chciałbym w moich filmach z naszej podróży dać ludziom perspektywę innego spojrzenia na otaczający nas świat oraz okazję docenienia jak wiele mamy – mówi Michał.

Ewelina przyznaje, że jej największą pasją są ludzie. I podróżowanie pozwala jej się uczyć jeszcze większej otwartości wobec drugiego człowieka i innych kultur. 

- To jest piękne poznawać ludzi z innego świata, pomimo różnic kulturowych. Tak sobie myślę, że mimo wszystko jesteśmy tacy sami. Choć pochodzimy z różnych części świata, to pragniemy tego samego – mówi Ewelina.

Chcesz śledzić przygody Michała i Eweliny z Bełchatowa? Odwiedźcie ich kanały youtube: W obiektywie oraz Audio Travels. 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zarejestruj się w serwisie, aby korzystać z rozszerzonych możliwości portalu m.in. czytać ekskluzywne materiały PREMIUM dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników i prowadzić dyskusję na portalowym forum i aby Twoje komentarze były wyróżnione.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy