Reklama

Reklama

Bolesna lekcja bełchatowskich siatkarzy

Opublikowano: sob, 27 paź 2018 14:39
Autor:

Bolesna lekcja bełchatowskich siatkarzy - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Po środowym zwycięstwie w meczu o Superpuchar Polski nad Treflem w Gdańsku (3:0), w sobotę siatkarze PGE Skry Bełchatów dostali tęgie lanie od Indykpolu AZS Olsztyn.

Reklama

Chyba żaden z ekspertów, a tym bardziej bełchatowskich kibiców, nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Podopieczni Roberto Piazzy, którzy w środku tygodnia rozbili na wyjeździe gdańszczan, w sobotę we własnej hali nie potrafili urwać nawet jednego seta Indykpolowi AZS Olsztyn!

Olsztynianie w składzie znacznie słabszym od tego z ubiegłego sezonu, a na domiar złego zmagający się również z kontuzjami dwóch podstawowych zawodników dali żółto-czarnym bolesną lekcję siatkówki, będąc praktycznie od pierwszej do ostatniej piłki meczu zespołem zdecydowanie lepszym.

Po raz kolejny okazało się, że w PlusLidze, która przez kolejne cztery lata pozostaje ligą mistrzów świata, nie ma już słabych drużyn i do każdego starcia trzeba podejść maksymalnie skoncentrowanym, jeśli chce się zdobyć jakiekolwiek punkty.

Tymczasem sztab szkoleniowy żółto-czarnych zdecydował, że Mariusz Wlazły ponownie rozpocznie mecz ligowy w kwadracie rezerwowych. Zastępujący go Renee Teppan raz jeszcze zawiódł, zdobywając na przestrzeni dwóch pierwszych partii tylko pięć punktów, przy skuteczności w ataku na poziomie zaledwie 36%. Mariusz Wlazły pojawił się na parkiecie w końcówce drugiego seta i został również na trzeciego, ale tym razem wyciągnięty z kwadratu nie potrafił odwrócić losów spotkania.

Sprowadzenie całego meczu do postawy atakujących bełchatowian byłoby jednak nieuczciwe. W grze PGE Skry nie funkcjonowało dziś praktycznie nic. Największym mankamentem była chyba zagrywka, którą udało się zdobyć zaledwie jedne punkt. Goście na obcym terenie zdobyli ich siedem. Fatalnie wyglądało też przyjęcie żółto-czarnych.

Tak naprawdę jedynym zawodnikiem, który zasłużył w sobotę na słowa pochwały jest Jakub Kochanowski. Były środkowy olsztynian robił co mógł, ale jego 16 punktów (10/11 w ataku i 6 bloków) koniec końców na niewiele się zdało.

Mecz do zapomnienia. Tylko kibiców szkoda. Szansa na rehabilitacje dokładnie za tydzień, w sobotę 3 listopada, kiedy to podopieczni Roberto Piazzy zmierzą się na wyjeździe z Jastrzębskim Węglem (godzina 14:45).


PGE Skra Bełchatów – Indykpol AZS Olsztyn (24:26; 17:25; 22:25)

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zarejestruj się w serwisie, aby korzystać z rozszerzonych możliwości portalu m.in. czytać ekskluzywne materiały PREMIUM dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników i prowadzić dyskusję na portalowym forum i aby Twoje komentarze były wyróżnione.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (3)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 3 lata temu | ocena +0 / -0

    A

    Nie zawsze ten zespól co na początku gra dobrze ba koniec osiąga sukces. Przykład w poprzednim roku Zaksy.

  • 3 lata temu | ocena +0 / -0

    lolo

    czy czarnecki był na meczu

  • 3 lata temu | ocena +1 / -1

    baca;

    Po co się męczyli mogli oddać walkower i by się nie zmęczli?