Na Facebooku pojawił się post, w którym pasierbice byłego prezydenta Zduńskiej Woli oskarżają go o molestowanie i znęcanie w czasach ich młodości. We wpisie możemy przeczytać dokładny opis tego, jak z ich perspektywy wyglądały ich relacje z ojczymem.
– Przeprowadziliśmy się do dużego domu z ogrodem. Były takie dni, że matki nie było w domu i o pozwolenie na wyjście na dwór trzeba było prosić Zenona. Zgadzał się, ale nic za darmo. Aby wyjść na plac zabaw, trzeba było go pocałować w jego złoty sygnet na palcu lub w każdy opuszek palców dłoni… - czytamy.
W domu miało dochodzić także do przemocy fizycznej i molestowania.
– Za małe przewinienia typu zostawiona skórka od szynki na blacie, przysługiwało po kilkanaście ciosów pasem. Trzeba było pójść do jego szafki, wybrać pas, którym miało się potem dostać, a potem stać z tym pasem w kącie i na niego czekać, czasem nawet po 40 minut. Cały ten czas czekając okropnie płakałam. Gdy przychodził, trzeba było opuścić spodnie i majtki, położyć się na krześle tak, żeby się wypiąć i przyjmować ciosy. Bolało niemiłosiernie, a po latach zrozumiałam, że nie tylko nasz ból sprawiał mu przyjemność, ale także widok naszych opuszczonych majtek… - pisze jedna z pasierbic.
– Raz, gdy moja starsza siostra siedziała mu na kolanach, a matka buszowała w kuchni, wsadził jej rekę w majtki, gdy matka sie odwróciła szybko ją zabrał. Siostra potem jej o tym powiedziała, a ona usprawiedliwała go tym, że przecież tak jest łatwiej trzymać rękę, jak się trzyma kogoś na kolanach - opisuje Austeja.
Z relacji dorosłej już pasierbicy byłego prezydenta wynika, że wsparcia siostry nie dostały także od swojej rodzonej matki, która m.in. obawiała się o to, że zostaną wyrzucone z domu. Mimo wielu prób opowiadania dramatycznych historii zarówno mamie, jak i koleżankom w szkole, nikt nie wyciągnął do nich pomocnej dłoni.
Koszmar miał zakończyć się w wieku 17 lat, gdy Austeja zagroziła ojczymowi, że zadzwoni na policję, jeśli ten ją uderzy.
– Zatrzymał się, cofnął rękę, drwiąco się uśmiechnął i… odszedł. Nigdy więcej mnie nie skrzywdził, a parę miesięcy później, w dniu swoich 18 urodzin wyprowadziłam się na zawsze z domu - relacjonuje kobieta.
Dramat miał rozgrywać się w latach 2005-2015.
Sprawą zajęła się prokuratura
Opisywaną sprawą zainteresowały się służby. Jak przekazała mediom prokurator Jolanta Szklinik z Prokuratury Okręgowej w Sieradzu, zostały podjęte czynności sprawdzające dane dotyczące przemocy domowej i przestępczych zachowań na szkodę ówcześnie małoletnich dzieci.
Co ciekawe, to sam wpis w sieci stał się pretekstem, by sprawą zajęła się prokuratura. Poszkodowane nie złożyły bowiem oficjalnego zawiadomienia.
Były prezydent Zduńskiej Woli wydał oświadczenie. Jak odnosi się do oskarżeń wobec niego?
Zenon Rzeźniczak 8 kwietnia 2026 roku na Facebooku opublikował post, w którym odnosi się do słów swoich pasierbic. Oskarża kobiety o to, że "zniszczyły go wizerunkowo i wyłączyły ze społeczeństwa, oczerniając w najgorszy możliwy sposób".
– Podane przez Was informacje są nieprawdziwe lub konfabulowane (niezgodne ze stanem faktycznym) i jeśli nie zatrzymacie tej lawiny hejtu, zaprowadzą nas one do sądu, bo będę zmuszony chronić swoje dobra osobiste, ratując swoją egzystencję - czytamy we wpisie byłego prezydenta naszego miasta.
Jak dalej pisze Zenon Rzeźniczak, traktował swoje pasierbice jak córki i nadal tak je traktuje, mimo zaistniałych okoliczności.
– Nie wiem, kto wam podpowiedział taki sposób niszczenia drugiego człowieka? Gdyby opisane przez Was zdarzenia były prawdziwe, to należałoby je zgłosić do prokuratury - komentuje polityk.
Mężczyzna wskazuje, że na jego 60-te urodziny obydwie pasierbice złożyły mu życzenia urodzinowe i wręczyły kwiaty, mimo że nie mieszkali już razem.
– Dominiko, wspomnij na swoje wesele, gdy na prośbę orkiestry, aby nowożeńcy zaprosili na środek sali weselnej swoich rodziców i złożyli im podziękowania za wychowanie, Ty zaprosiłaś mnie, mimo że na sali był obecny Twój biologiczny ojciec z Litwy. To ja, po Twoim zaproszeniu, podszedłem do niego i za rękę przyprowadziłem także na środek, bo uznałem, że tak będzie lepiej. Myślę, że teraz lepiej zrozumiecie, co się stało - podsumował w swoim oświadczeniu Zenon Rzeźniczak.
Pod postem samorządowca pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy, w większości nieprzychylnych dawnemu włodarzowi naszego miasta. Nie będziemy jednak przytaczać już tu ich treści, są ogólnodostępne.
Na komentarz ojczyma odpowiedziały w obszernym wpisie pasierbice. Odniosły się do wspomnianego wesela, urodzin i wręczonych w prezencie kwiatach. Jak czytamy, było to ich zdaniem działanie podyktowane przede wszystkim strachem. W treści posta dowiadujemy się także, że kobiety są wraz z adwokatem w trakcie przygotowywania wniosku o popełnienie przestępstwa do prokuratury.
To nie pierwsze problemy z prawem byłego prezydenta
Zenon Rzeźniczak, były prezydent Zduńskiej Woli, został w 2007 roku zatrzymany przez policję w związku ze śledztwem dotyczącym m.in. korupcji i nieprawidłowości przy finansowaniu kampanii. Ostatecznie został prawomocnie uniewinniony od zarzutów łapówkarstwa, a Sąd Najwyższy oddalił kasację prokuratury. Prawomocnie skazano go natomiast za naruszanie praw pracowniczych i nadużycie władzy.
W latach 2002–2008 pełnił funkcję prezydenta Zduńskiej Woli, będąc związanym z różnymi ugrupowaniami politycznymi, w tym z Ligą Polskich Rodzin oraz Samoobroną. Jego kadencja była obciążona kontrowersjami dotyczącymi zarządzania miastem, w tym związków zawodowych i układów politycznych w miejskich instytucjach. Jednym z głównych zarzutów wobec Rzeźniczaka była próba uzależnienia zatrudnienia dyrektorki Miejskiego Domu Kultury od głosów radnych za podwyżką pensji prezydenta, co stanowiło element szerszej sprawy korupcyjnej.
Był pierwszym prezydentem Zduńskiej Woli, który został odwołany z tej funkcji w wyniku przeprowadzonego referendum.
Komentarze (0)