Rejestracja i logowanie

Co z tą Skrą?

Siatkówka 19-12-2018 Autor: Badys Foto: CEV.lu
7
Co z tą Skrą?

Siatkarze PGE Skry Bełchatów przegrali we wtorkowy wieczór w wyjazdowym meczu Ligi Mistrzów z belgijskim zespołem Greenyard Maaseik. Martwi nie tyle sama porażka, co przede wszystkim jej rozmiary. Żółto-czarni nie potrafili bowiem wygrać ani jednego seta!

Tak naprawdę bełchatowianie byli równorzędnym rywalem dla drużyny gospodarza tylko w jednym secie, tym trzecim, kiedy wydawało się, że w końcu udało im się przejąć inicjatywę. Tyle, że dobra postawa na początku tej partii nie przełożyła się na równie udaną końcówkę i ostatecznie po grze na przewagi, po raz trzeci tego wieczora, lepsi okazali się siatkarze z Maaseik.

Poszczególne partie, patrząc z perspektywy Mariusza Wlazłego i spółki, kończyły się wynikami: 21:25, 22:25 i 27:29. Co zdecydowało o takim, a nie innym rezultacie? Kluczowa była różnica w błędach własnych obu ekip. Gospodarze popełnili ich zaledwie piętnaście, a zawodnicy z Bełchatowa aż dwadzieścia pięć, z czego osiem w ataku.

„Tak naprawdę goniliśmy przez cały mecz. Szkoda drugiego seta, bo byliśmy już na remisie, mimo niezłego łomotu na początku meczu. Doszliśmy przeciwnika i znów odjechał nam na kilka punktów. W trzecim secie prowadziliśmy i to z kolei rywal nas dogonił. Nie ma reguły czy początkowo przegrywamy czy wygrywamy. Gra nam się na razie ciężko i powolnie, szczególnie patrząc na skrzydłowych Greenyardu, którzy są niewysocy, a grali szybko i dynamicznie. My nie mogliśmy za tym nadążyć. Rywale zasłużyli na to zwycięstwo” - powiedział po meczu powracający do gry po kontuzji Karol Kłos (cytat za skra.pl).

To pierwsza porażka PGE Skry w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, więc dramatu nie ma, ale martwić może fakt, że to zarazem szósta przegrana w siedmiu ostatnich pojedynkach o stawkę, do czego kibice w Bełchatowie nie są przyzwyczajeni i przyzwyczajać się nie chcą.

Jasne, że na koniec sezonu liczy się przede wszystkim to co w gablocie, czyli trofea, a jedno żółto-czarni już w bieżących rozgrywkach wywalczyli (Superpuchar Polski – przyp. red.). Mimo wszystko trudno jednak przejść obojętnie obok ostatnich fatalnych, nie bójmy się słów, wyników bełchatowskich siatkarzy.

Po trzech przegranych w Klubowych Mistrzostwach Świata z europejskimi potentatami PGE Skra była chwalona za walkę. W pełni zasłużenie, bo taką faktycznie podjęła i była bliska sprawienia niespodzianki, jaką byłby awans do strefy medalowej. Szansę tą wypuściła z rąk na własne życzenie w potyczce z Fakiełem Nowyj Urengoj.

Trudno jednak zrozumieć porażki za zero punktów z Wartą Zawiercie (1:3) i przede wszystkim z GKS-em Katowice (0:3), które spowodowały, że podopieczni Roberto Piazzy i Michała Winiarskiego spadli na szóste miejsce w tabeli PlusLigi, a do liderującej ZAKSY tracą już siedemnaście oczek przy jednym meczu rozegranym mniej.

To właśnie z tym rywalem PGE Skra Bełchatów zmierzy się w najbliższej kolejce ligowej (sobota 22 grudnia, godzina 14:45). Przebieg tego pojedynku pomoże nam odpowiedzieć na pytanie, czy to poważny kryzys formy czy tylko zbieg niekorzystnych okoliczności i lekka zadyszka.

Przed sobotnim klasykiem trudno być optymistą, ale hala „Energia” to prawdziwy bastion żółto-czarnych, o czym w tym sezonie przekonały się takie rewelacje ligi jak ONICO Warszawa czy Cerrad Czarni Radom. Kędzierzynianie też nie mają dobrych wspomnień z bełchatowskiej hali, w której przegrali dwa ostatnie pojedynki.

komentarze (7)
Dodaj komentarz

I bardzo dobrze to już koniec skry na szczęście nikt nie będzie płakał bo ten marny klubik nie posiada kibiców hahahaha

Ludzie to Norma że SKRA tak zaczyna LM... przypatrzcie się jak zaczynali rok temu, dwa lata temu... hajs z buka musi się zgadzać emoji

Sami mistrzowie a grają jak juniorzy, mam nadzieję że ten ciężki okres już mija i zaczną grać

Jak zobaczyłem nazwisko libero ... wiedziałem, że spuścizna wodza Mazura poszła w zapomnienie i licza się interesiki. Ciemne interesiki. W/w libero gra tak, że najprawdopodobniej po 20 latach absencji w siatkówce, grałbym lepiej od niego.

Mam nadzieję że to ostatni sezon Piechockich,całej tej śmietanki z zarządu i Paiazzy!!!Piechockich to jeszcze trochę będzie się toczył od tego dobrobytu!wont!starczy już!

Sportowo i mentalnie jest "do bani", ale wszyscy udają że nic się nie dzieje. Ciekawe jak długo? Przypomnieć należy, że początek kłopotów rozpoczął się od "rezygnacji z usług" Pawła Zatorskiego, a później każda decyzja była raczej z "tych złych".

Rezygnacji z Pawła i powołaniu synusia!

dodaj komentarz
Czytaj także