Rejestracja i logowanie

Trudne początki zimowego sezonu Waldemara Stawowczyka [FOTO]

Sport 22-01-2019 Autor: r.k Foto: mjs
3

Waldemar Stawowczyk przywiózł pierwsze zimowe trofea w wyścigach psich zaprzęgów. Maszer zainaugurował swój śnieżny sezon startem w czeskich Abertamach. Potem trenował w Austrii i w tamtejszym St. Ulrich am Pillersee wystartował w zawodach, z których przywiózł dwa złota. Jednak jak sam podkreśla początek zimowego sezonu obfitował w przygody i to niekoniecznie natury sportowej.

Bełchatowski maszer zawsze podkreślał, że żywiołem jego zespołu jest śnieg, mróz i wszystkie inne atrybuty zimowej aury.

- Na śnieg czekaliśmy wszyscy – przede wszystkim jednak brakowało go moim psom, które na kolejny trening w błocie i deszczu już ochoty nie miały. Spadały czasy naszych biegów, psy były zniechęcone, widziałem to wyraźnie. Nie ukrywam więc, że końcówka roku była dla mnie sporą zagadką. Nie wiedziałem bowiem czego dokładnie mogę się spodziewać wchodząc w kolejny sezon – mówi Waldemar Stawowczyk

Pierwszym sprawdzianem formy były zawody w Czechach, choć plan startów miał się zainaugurować w Austrii. Potworne śnieżyce w Alpach uniemożliwiły zorganizowanie zawodów i maszer musiał znaleźć alternatywę.

- Padło na Czechy, choć Abertamy są raczej zawodami dedykowanymi midowcom, czyli biegom długodystansowym, to na linii startu pojawiło się kilkudziesięciu zawodników sprintowych . Ostatecznie rywalizowałem w klasie z huskymi – dodaje maszer

To co wydarzyło się w Abertamach było marzeniem całego zespołu. Stawowczyk podkreśla, że ilość śniegu pozwoliłaby na uszczęśliwienie chyba wszystkich zimowych dyscyplin.

- Ponad 7-kilometrowa trasa była niezwykle wymagająca – cały czas padało, do tego naprawdę solidnie wiało. W takich warunkach niezwykle ważne, by pilnować się trasy, bo każde zejście z utwardzonego szlaku kończy się zapadnięciem się w śnieg po uda. Widać było jednak, że gronki są przeszczęśliwe. Doskonale sobie poradziły z trudami, plasując się po dwóch dniach wyścigu na drugiej lokacie wśród huskych, którym po prostu było ciężko w tych warunkach – podsumowuje Stawowczyk

O odpoczynku jednak mowy nie było. Prosto z Czech maszer z całym zespołem wyjechał trenować do Austrii. Obóz zakończył start w 3-dniowych międzynarodowych zawodach w St. Ulrich am Pillersee. Początki tego wyjazdu również stały pod znakiem wielkiej zimy. Zamknięte drogi, lawinowe zagrożenia, szukanie alternatywnych dróg, nadrabianie kilometrów i długa podróż, która ostatecznie zakończyła się 36-godzinnym oczekiwaniem na wjazd na steak out, czyli miejsce, gdzie podczas obozu i zawodów żyją zawodnicy z psami. Początki były naprawdę trudne.

- Kiedy przyjechaliśmy do Austrii padał... deszcz. Wszystko co było ubite, zaczęło się zapadać. Nawet traktor, który wciąga nasze samochody w takich okolicznościach nie pomaga. Musieliśmy z psami czekać na ustabilizowanie się pogody. Na szczęście później aura i warunki na trasie wynagrodziły wszystko – zaświeciło słońce, 1,5-metrowy śnieg z solidnym mrozem i twarde kilometry szlaków do wspólnego biegania. Z przyjemnością chwytaliśmy każdą chwilę na trenowanie. Psy szły doskonale – mówi Waldemar Stawowczyk

Szybko tę formę udało się przekuć na konkrety, a konkretniej na sportowe trofea. Obóz treningowy, który zgromadził dziesiątki maszerów z całej Europy kończył się 3-dniowymi zawodami. Waldemar Stawowczyk wystawił w nich dwa zespoły – czwórkę, czyli klasa C2 i dwójkę, klasa D2.

- Standardowo ten większy team stworzyli: Viggo, Kimmo, Dagnir i jako liderka Saga, w D2 Ulvar i ciągle w zaskakująco doskonałej formie, senior mojego zespołu – Shantu. W klasie C2 biegliśmy 10 kilometrów, dwójki miały ich do pokonania 7 – wymienia Stawowczyk. - Obawiałem się o czwórkę, bo dwóch moich konkurentów z Holandii – Ron de Ruiter i Alex Couwenberg trenowało na trasach w St. Ulrich od początku roku, mieli więc ładny zapas i wszystko wskazywało na to, że są perfekcyjnie przygotowani.

Pierwszy wyścig w piątek, 18 stycznia zweryfikował jednak wszystko i to na zdecydowaną korzyść Stawowczyka. Już po tym starcie maszer z Bełchatowa wypracował sobie blisko 3-minutową przewagę nad drugim Ruiterem i 5-minutową nad trzecim Couwenbergiem. Drugiego dnia przewaga między zawodnikami wzrosła odpowiednio do blisko 8 i 9 minut, a trzeciego dnia Stawowczyk wjechał na linię z ponad 11- minutową zakładką nad drugim miejscem.

Równie „spokojnie” było w klasie z dwoma psami. Każdego dnia Stawowczyk z Shantu i Ulvarem pokazywali swoją sportową klasę „dokładając” przeciwnikom cenne minuty. Ostatecznie w klasie D2 po trzech dniach czas Stawowczyka na poziomie to 52 min 39 sek, drugi Holender Rob Dogger wybiegał ten dystans w 55 min 49 sek., a trzecia to Niemka Sabine Klein uzyskała czas 56 min 32.

Czy te dwa złota to prognostyk na całą zimę? Stawowczyk stanowczo zaprzecza.

- Zawsze jestem daleki od szafowania wynikami. Nie robię tego, bo to jest sport i różne rzeczy mogą się przytrafić, zarówno mnie jak i psom. Odpukując - kontuzje, sytuacje losowe, kwestie pogodowe – czynników, które wpływają na naszą dyscyplinę jest masa i hura optymizm na początku sezonu byłby z mojej strony co najmniej nierozsądny – wyjaśnia Stawowczyk

Niezależnie od prognoz, pewne jest jedno - przed Stawowczykiem i jego czworonożnym zespołem teraz bardzo intensywny czas – kolejne starty, między innymi w Rumunii, Słowacji, Niemczech. Sportowym zwieńczeniem sezonu będą Mistrzostwa Świata w niemieckim Huidmuhle.

komentarze (3)
Dodaj komentarz

Za co te negatywne oceny przy wcześniejszych komentarzach?

Bocian tak trzymaj

Gratuluję zapału i determinacji oraz "zespołowej" współpracy. Podziwiam za pasję i wytrwałość. Pozostaje jedynie życzyć dalszych sukcesów

dodaj komentarz
Czytaj także